pavciosz [Minionki] vs. wladca much [N-D] ~ 8316%

  • pavciosz [Minionki] vs. wladca much [N-D] ~ 8316%

    Dobry Wieczór,

    Mi też kazali wrzucić ^^
    Pozdrowienia dla Minionków <3



    Dnia 31-10-2020 --:--:-- następujące floty spotkały się w walce:



    Agresor pavciosz [Minionki]
    ________________________________________________


    Pathfinder 99.999
    _________________________________________


    Obrońca wladca much [N-D]
    ________________________________________________


    Duży transporter 99.000
    Lekkie działo laserowe 504
    _________________________________________



    Po bitwie...


    Agresor pavciosz [Minionki]
    ________________________________________________


    Pathfinder 99.999 ( -0 )
    _________________________________________


    Obrońca wladca much [N-D]
    ________________________________________________


    Zniszczony!
    _________________________________________



    agresor wygrał bitwę!


    Agresor przejął:
    0 Metalu, 0 Kryształu i 0 Deuteru


    Agresor stracił łącznie 0 jednostek.
    Obrońca stracił łącznie 1.189.008.000 jednostek.
    Na polu zniszczeń unosi się 415.800.000 metalu i 415.800.000 kryształu.
    Agresor przejął łącznie 0 jednostek.


    Szansa na powstanie księżyca 20%.
    Złom zebrany przez atakującego/atakujących.



    Podsumowanie zysków/strat:


    Podsumowanie agresor

    Metal: 415.800.000
    Kryształ: 415.800.000
    Deuter: 0
    agresor zyskał łącznie 831.600.000 jednostek.


    Podsumowanie obrońca

    Metal: -594.756.000
    Kryształ: -594.252.000
    Deuter: 0
    obrońca stracił łącznie 1.189.008.000 jednostek.



    Powered by Konwerter RW OGotcha 4.3.1
  • Graty pavciosz.
    I na tym bym zakończył, ale wiecie, Neferet czuwa, zatem napiszę więcej.

    Kiedyś tam, latem, gdy słońce już dobrze grzało, wpadłem na zdumiewająco prosty pomysł.
    Wymyśliłem sobie, że pójdę na piwo. Piwo to taka woda z rzeczami i gazem. Spożywasz trzy i w moim wypadku gra w kręgle zaczyna dobrze iść, trwa to mniej więcej do szóstego piwa włącznie, później już jest równia pochyła.
    No ale wracając do tematu: gdzie iść na to piwo? Z nikim się wcześniej nie umówiłem, wszyscy zajęci, niech ich szlag.
    Przypomniałem sobie jednakowoż, że 15 minut spaceru od domu, jest działka, tam lodówka, a w lodówce, zimne piwo.
    Niczym rącza łania pomknąłem tam czym prędzej. Pełen niepokoju najpierw bramkę na ogródki, później furtkę, następnie drzwi do altany otwieram, trzy kroki na prawo stoi ONA, cicho mruczy sprężarka, gaz chłodzący tłoczy się w rurkach, oddając swe zimno do wnętrza lodówki. Zmierzam ku niej.
    Trzy kroki to dość blisko, czas się dłuży jednak niemiłosiernie, pić się chce. Czas zwolnił, ciężko człek dyszy, ale w końcu jestem tuż przed nią, sięgam ręką, za uchwyt łapię, czuję ten lekki opór.
    Broni się cholera.
    Wtem! Ustępuje, ciepłe powietrze wpada do środka, wraz z nim moja ręka, łapię zimną, brązową butelkę. Jestem uratowany.
    Pomykam szybko po kufel, otwieracz i zasiadam niczym jakiś cholerny dyktator na tronie i otworzywszy szklane cudo, delikatnie po ściankach, leję płyn złocisty.
    Piana na dwa palce, ideał wręcz. Siedzę i się delektuję. Zimne piwo leje się w gardło, chłodzi mnie, aż żyć się chce.
    Nie minęło więcej niż dwie minuty, gdy piana zniknęła, a samego płynu zostało na dwa palce, nie przejąłem się tym zbytnio, bo w tajemnicy wam powiem, że na działce mam dwie lodówki, jedna cała jest na piwo.
    Jednakże, poziom piwa na dwa palce, to w dalszym ciągu piwo przecież.
    I wtedy nadleciała ona, mała zdzira, wredna latająca suka. Idealnym torem, jakby ćwiczyła to wielokrotnie, wylądowała w MOIM kurła piwie.
    Szlag mnie trafił, mimo że wiem, że gnida za wiele to nie wypije, to wiem też, że nie dopiję już do końca tego piwa. Tragedia.
    Władco much! To twoja wina!
    Należało ci się lanie od pavciosza, należało i już!

    @Neferet :P