Jak rzucić palenie papierosów - sposób

    • Jak rzucić palenie papierosów - sposób

      Witam.
      Pewnie któryś/któraś z was jest palaczem.
      Związku z tym chciałbym wam przedstawić krótki film w którym jest opisane co trzeba zrobić by skutecznie rzucić nikotynizm.
      Znajdziecie go tutaj, youtu.be/uiImbjZnIAM

      Pozdrawiam
      garbix
    • Fajnie, tylko zwróć uwagę że aby efekt publicznej deklaracji zadziałał trzeba być uspołecznionym zwierzem. Jest cała masa ludzi którzy publicznej deklaracji nie złożą, a nawet jeśli złożą to żadna presja na nich nie zadziała.

      Każdy motywator który działa jest dobry, ale ten konkretny który podlinkowałeś nie jest uniwersalny - działa tylko na określonych ludzi.
      zgniły liberał/podły ateista
    • Drugi kciuk w dół dla filmu ode mnie.

      Już na samym początku jest kilka wg mnie błędnych założeń.
      Jest powiedziane, o rzucaniu palenia dla oszczędności pieniędzy, że za 2-3 lata palenia można zabrać rodzinę na wakacje. A może kogoś stać na papierosy i wakacje? Wtedy coś takiego nie motywuje.
      Tak samo można by policzyć ile wydajemy na paliwo i ile taniej by było przerzucić się na komunikacje miejską. Jednakże kogoś może po prostu stać, może to mu po prostu sprawia przyjemność czy daje wygodę.

      Druga sprawa... Ja osobiście nie korzystam z żadnego portalu społecznościowego, chyba jeszcze tylko na nk mam konto, które pewno kiedyś usunę. Jednakże jakbym osobiście miał czytać wpisy znajomych "nie palę od trzech dni" to w sumie pierwsze bym pomyślałem "spoko, i co z tego?". Zapomniałbym szybciej niż bym przeczytał i w sumie bym się chyba tym nie przejmował, do tego stopnia, że jak za miesiąc zobaczyłbym daną osobę z papierosem to nie wiem czy bym skojarzył, że rzucała.

      Widzę, że jest to pisane przez jedną osobę, która to sprawdziła i się jej udało. Choć strasznie długo nie paliła i też zbyt duża przerwa w paleniu nie jest. W jej przypadku to nawet skuteczność 100% - sama spróbowała, się jej udało ;>

      Sam jakoś palenia nie lubię, zapalę raz na kilka imprez, wątpię, że 10 papierosów na rok wypalę.
      ex SMod ZŻU, MN
      ex Mod Handel, Wojny, DiD, S&D, ST, PoO, WiP

      LFC - this means more...





      Twister jest genialny!
      mirela jest wspaniała!

      Pręgierz (*)
    • Masz racje, argument finansowy jest do dupy, bardzo do dupy. Po pierwsze wyliczenia ile to złotych się miesięcznie oszczędzi nigdy się nie sprawdzają. Gdy nie palisz tej zaoszczędzonej kasy nie ma, rozpływa się w morzu innych wydatków. Opowieści o wakacjach i innych cudach-wiankach za kasę z rzucenia fajek to bajędy dla dzieci. Tych co bardziej naiwnych dzieci.

      Nie rozumiem też dlaczego akurat fajki należy zaliczyć do wydatków zbędnych i niekoniecznych. Alkohol też szkodzi i też da się bez niego żyć. Większość żarcia również. Tak naprawdę minimum 70% moich wydatków idzie na rzeczy niekoniecznie i myślę że większość ludzi tak ma.Wydawanie kasy na szkodliwe przyjemności jest zachowaniem normalnym. Twierdzenie że to z fajek należy zrezygnować i przemilczanie pierdyliarda innych wydatków to gęsta hipokryzja.

      Ja w przeciwieństwie do Matiego palić kochałem, uwielbiałem. W ostatnim roku przed rzuceniem jedna ramka dziennie mi nie wystarczała. Gdyby to się rozchodziło o pieniądze to z całą pewnością paliłbym do dziś.
      zgniły liberał/podły ateista
    • A przyuważyłeś pozytywną odpowiedź swojego organizmu na jakikolwiek środek psychoaktywny czy jesteś ponad to? Na zioło, kawę, alkohol?
      Biologicznie jak zawsze chodzi o wytrysk dopaminy na jądro półleżące. O stymulowanie ośrodka nagrody. W wypadku nikotyny o nieznaczne zwiększenie ciśnienia krwi, skutkujące chwilowym dotleniem mózgu, krótkie wrażenie opisywane przez palaczy "bo wie pan, jak się zaciągnę to jaśniej mi się myśli". Bardzo marna, nikczemna i śmierdząca namiastka narkotyków z grupy stymulantów.

      A metaforycznie to do szlugów można tyle dopisać ile do chęci ruchania zwanej romantyczną miłością ;)
      zgniły liberał/podły ateista
    • A co Cię Thorgoth w końcu skłoniło do rzucenia? Kilka albo i kilkanaście razy próbowałem rzucić, ale to tylko wpędzało mnie w depresję. Teraz myślę o tym raczej rzadko, choć widzę już wyraźne zmiany w kondycji (zarówno fizycznej, jak i intelektualnej). Palę jakieś 5-6 lat. Powyżej ramki (20 sztuk setek) jednak nigdy nie wyszedłem.
    • Jest jeszcze jedna rzecz, którą zauważyłem u palaczy - w każdej pracy gdzie robiłem, w liceum, na studiach czy nawet imprezach. Tworzy się wśród nich taka więź ludzi wychodzących razem na dymka. Czy to w szkole na długiej przerwie czy pomiędzy dwoma zajęciami, ludzie poznawali się lepiej przy papierosie. To jest też rzecz, która zachęca ludzi do palenia - taki wspólny relaks, odpoczynek od obecnego zajęcia, często połączony z jakąś rozmową o "życiu" ;)
      ex SMod ZŻU, MN
      ex Mod Handel, Wojny, DiD, S&D, ST, PoO, WiP

      LFC - this means more...





      Twister jest genialny!
      mirela jest wspaniała!

      Pręgierz (*)
    • @buleon
      Nie wiem czy potrafię to opisać.

      Rzuciłem palenie bo nie znoszę gdy coś przejmuje kontrolę nad moim życiem. A papieros przejął szybko i niezauważalnie kontrolę nad moim dobrym nastrojem, samopoczuciem, humorem. Dobry poranek to kawa ze szlugiem. Spacer, przerwa między wykładami, alkohol - wszystko było dobre ale z dymkiem. Bez dymka było mniej dobre, a wręcz całkiem do dupy. Na stres, aby się zebrać do kupy, aby pomyśleć potrzebowałem zajarać.
      Sama świadomość posiadania ramki fajek w kieszeni dawała błogosławiony spokój, a jak faje się kończyły, to niezależnie od pory dnia czy roku należało dymać by je kupić.
      Stwierdziłem że dość, że cienki papierowy kutas nie będzie determinował tego co robię i jak się czuję. Bo to ja jestem panem i władcą we własnej głowie ;)

      Poza tym doszły też pragmatyczne kwestie; ogólna jakość życia bez fajek jest wyższa. Paląc masz w żołądku glutowatą smołę która czasem się odbija, często wywołuje zgagę. Palenie stępia twój węch i smak; żeby czuć cokolwiek coraz więcej słodzisz, solisz, pieprzysz, a i tak z czasem wszystko zaczyna smakować tekturą. Paląc zatykasz pęcherzyki płucne i tracisz kondycje, potem w lato pocisz się i śmierdzisz jak wieprz. I już nawet mniejsza o odczucia i reakcję bliźnich, szacunek do samego siebie motywował mnie by coś z tym zrobić.


      I na koniec gorzka refleksja dla palaczy: nikotynizm podobnie jak alkoholizm to choroby nieuleczalne. Alkoholikiem możesz być pijącym lub niepijącym i z papierosami jest identycznie. Dla mnie już nie ma opcji powrotu do levelu na którym jest mati (10 szlugów rocznie). Z tej choroby nie ma wyzdrowienia.
      zgniły liberał/podły ateista

      The post was edited 1 time, last by Thorgoth ().

    • Ze śmierdzeniem i nadpotliwością się zgadzam. Z kondycją również. Co do węchu i maku, to różnicy nie odczułem. Odbijać się nic nie odbija^^ Natomiast pamięć jest coraz słabsza, a mózg coraz mniej chłonny. No, ale może to ma jakiś związek ze starzeniem się organizmu.

      I jeszcze jedno pytanie - czy w momencie rzucenia palenia miałeś partnerkę/partnera? Czy sądzisz, że dla drugiej osoby można zrobić więcej niż dla samego siebie?
    • Wiesz, każdy ma indywidualny zestaw kwiatuszków w tym bukiecie. Mnie mógł przypaść zanik smaku, Tobie pogorszenie pamięci a jeszcze komuś powiedzmy migreny. Tak czy owak fizyczne skutki palenia są i to cholernie namacalne.


      Miałem to szczęście że rzucałem razem z teżetą. To może zabrzmi egoistycznie, ale mimo wszystko rzucałem głównie dla siebie. Zmaganie się z nałogiem, z własną słabością jest czymś wręcz intymnym, okazją by poznać samego siebie. Nie po to zdobywasz K2 żeby zaimponować partnerce i wysłać foty ziomkom na fejsie, prawda? A może i nieprawda, ludzie są różni.
      Rzucanie dla kogoś innego, nawet ukochanej jest bez sensu. To trochę jak uczenie się nie dla siebie tylko dla satysfakcji rodziców; niewłaściwe fundamenty w pewnym momencie sprawiają że konstrukcja może runąć. Pokłócicie się ciężko i zasadnicza podwalina walki z nałogiem rozwieje się jak poranna mgła.

      Z doświadczenia powiem że rzucanie gdy partner/ka pali (szczególnie jeżeli razem mieszkacie czy spędzacie sporo czasu we dwoje) jest bez sensu. Albo rzucacie razem, albo dajcie sobie święty spokój. Mózg nałogowca trzeba przez pierwszy okres odstawienia chronić przed narkotykiem, z jarającym domownikiem to bardzo trudne.
      zgniły liberał/podły ateista
    • Thorgoth wrote:

      A przyuważyłeś pozytywną odpowiedź swojego organizmu na jakikolwiek środek psychoaktywny czy jesteś ponad to? Na zioło, kawę, alkohol?
      Jestem dość oporny i nieuzależniający się, ale alkohol, zioło i kawa w dużych ilościach (może to już kokaina) pewien wpływ mają. Papierosy wydają się być podnietą w stylu cięcia przedramienia żyletką. Dlatego przy całym szeregu minusów wiążących się z paleniem dalej nie rozumiem tego fenomenu. O ile odnosząc się do indywidualnych przypadków można wytłumaczyć wszystko, to w skali masowej jest to fenomen. Bardzo ciekawy zresztą, bo przerzucający się na kobiety. Jedna z teorii pozwala założyć, że feminizujące nastolatki opierając się bardziej o penisa aniżeli o ramię mężczyzny, sięgają po nie z konieczności rozładowania stresu wynikającego z trudów samodzielnego życia. Inna teoria mówi, że do papierosa trudniej wrzucić tabletkę gwałtu na imprezie. I w ten oto sposób dochodzimy do kolejnych pytań.
      Czy zaobserwowałeś/liście przenoszenie nałogu na kobiety? Jeśli tak, to co może być tego powodem?
      Czy jako palacze widzicie możliwość przeniesienia się "tytoniowej brygady" na marihuanę w przypadku legalizacji w opcji full wypas? Ujarana Polska to inne wyniki wyborów, kibole przytulający Tuska, bardziej bezpośrednie spotkania z Bogiem etc. Mogłoby być ciekawie.

    • LogicaUs wrote:

      Czy zaobserwowałeś/liście przenoszenie nałogu na kobiety? Jeśli tak, to co może być tego powodem?


      Mi to troszkę inaczej wygląda... Kobiety dojrzewają wcześniej i we wcześniejszym wieku chcą wydawać się bardziej dorosłe. Dlatego w podstawówce czy gimnazjum, większość osób które paliło to były dziewczyny. W wieku 11-12 lat, gdy większość chłopaków ganiała jak głupia za piłką, one uczyły się palić o starszych kolegów/koleżanek, żeby się im przypodobać, pokazać swoją dorosłość.


      LogicaUs wrote:

      Czy jako palacze widzicie możliwość przeniesienia się "tytoniowej brygady" na marihuanę w przypadku legalizacji w opcji full wypas? Ujarana Polska to inne wyniki wyborów, kibole przytulający Tuska, bardziej bezpośrednie spotkania z Bogiem etc. Mogłoby być ciekawie.


      Po pierwsza trawa ma większe działanie na Twoje zachowanie niż papieros czy kawa. Wątpię, żeby Twój pracodawca zgadzał się, żebyś na przerwie wypalił jointcika, a potem wrócił obsługiwać klientów. Czy aby można było samochód prowadzić po trawie. Po fajce raczej nie będziesz miał ochoty sprawdzić czy Twoje auto jest mocniejsze od jadącego z naprzeciwka czy zacząć jak głupi śmiać się z klienta ;> Nikotyna to łatwiejsze do akceptowania przez innych uzależnienie.
      ex SMod ZŻU, MN
      ex Mod Handel, Wojny, DiD, S&D, ST, PoO, WiP

      LFC - this means more...





      Twister jest genialny!
      mirela jest wspaniała!

      Pręgierz (*)
    • Metoda w filmiku słaba, a nawet najgorsza z możliwych. Przy rzucaniu palenia jedną z ważnych spraw jest przekonanie samego siebie, że nie chce sie palić, a nie czekanie na pincet wpisów na fb z gratulacjami. Ja rzuciłem po 20 latach w jeden dzień. Nie planując tego nawet. Jedną z najważniejszych spraw przy rzucaniu palenia, szczególnie na samym początku, jest nie wywieranie presji na samym sobie. A takie publiczne deklaracje to nic innego, jak stawianie siebie samego pod ścianą. I jak już ktoś napisał- mniejsza zupełnie o pieniądze, dla mnie argumentem nigdy nie były. Zdrowie i samopoczucie tak, ale jeśli triumfuje auto konformizm i wygodnictwo, to nawet to nie pomoże. Fakt, że do rzucenia przygotowywałem się przez kilka miesięcy, powtarzając sobie systematycznie że tego nie potrzebuje. Ale nie deklarowałem tego przez długi czas, ani nie mówiłem sobie też "forever". Po prostu pewnego dnia postanowiłem nie zapalić przed pójściem spać, następnie nie zapaliłem rano, ani w południe, ani po obiedzie. Po ponad tygodniu oddałem komuś pół paczki jakie miałem w kieszeni, pozostałości z ostatniej rami przed rzuceniem nałogu. A wydawało mi się rzeczą niemożliwą rzucenie tego, jako że bywały czasy, gdy po 3 paczki dziennie paliłem. Ale jednak się da- wystarczy chcieć. ;)
      8-) Nie mam FC, nie mam CT, nie mam multi. 8-)
      Czytaj FAQ, będziesz wielki.
      :D


      A, F, I, J, 1, 50

      ____________________________________________________________________________________________________________________________________________________________________
      board.ogame.onet.pl/index.php?page=Thread&threadID=1110292
    • LogicaUs wrote:

      Dlatego przy całym szeregu minusów wiążących się z paleniem dalej nie rozumiem tego fenomenu.
      Bo nie chcesz zrozumieć.
      Młodzi ludzie próbują rozmaitych rzeczy mających potencjał socjalizujący, czyli naśladują się nawzajem oraz naśladują dorosłych. A spośród tych rzeczy fajki biologicznie uzależniają, a (powiedzmy) zbieranie pokemonów nie. Dlatego dużo więcej ludzi zostaje przy paleniu niż przy pokemonach.


      LogicaUs wrote:

      Czy zaobserwowałeś/liście przenoszenie nałogu na kobiety? Jeśli tak, to co może być tego powodem?
      Twarde liczby mówią trochę co innego - że ilość palących facetów się zmniejsza a kobiet pozostaje na podobnym poziomie. Więc może istotnie, dziś na 10 palaczy przypada więcej kobiet, ale zmiany zachodzą tylko w naszej płci.
      zgniły liberał/podły ateista
    • Czy jako palacze widzicie możliwość przeniesienia się "tytoniowej brygady" na marihuanę w przypadku legalizacji w opcji full wypas? Ujarana Polska to inne wyniki wyborów, kibole przytulający Tuska, bardziej bezpośrednie spotkania z Bogiem etc. Mogłoby być ciekawie.
      Po pierwsze nie można zastąpić jednego nałogu innym. To technicznie niewykonalne. Poza tym marihuana chemicznie nie uzależnia. Co najwyżej psychicznie, a to różnica spora.
    • Właśnie, że można zastąpić jeden nałóg drugim. Znam parę osób co piły opór alkohol, przerzuciły się na zioło, i piją 90% mniej.
      Ale palenie zioła, powinno być dodatkiem, a nie głównym daniem, jak ktoś to ładnie napisał. Jak się pali dzień w dzień to łatwo się w tym zagubić, dlatego papierosów na gandzie nie da rady zamienić.
    • A ja znam pare osób, co zamieniły papierosy na żarcie i teraz wyglądają jak 3-drzwiowe szafy. Najgorsze jest to, że po 2-3 miesiącach wracały do palenia, a waga nie wracała do normalnej.
    • piciak wrote:

      Właśnie, że można zastąpić jeden nałóg drugim. Znam parę osób co piły opór alkohol, przerzuciły się na zioło, i piją 90% mniej.
      Ale palenie zioła, powinno być dodatkiem, a nie głównym daniem, jak ktoś to ładnie napisał. Jak się pali dzień w dzień to łatwo się w tym zagubić, dlatego papierosów na gandzie nie da rady zamienić.


      A nie są to osoby w wieku przedprodukcyjnym? :> Bo to wiek eksperymentów oraz nie za dużych zasobów finansowych. Bawiąc się w jedną rzecz, odrzuca drugą z braku kasy. Inną sprawą może być też przejście na wyższy level - piłem i było to fajne, ale teraz wszyscy w moim wieku palą, więc muszę się bardziej wyróżniać.
      ex SMod ZŻU, MN
      ex Mod Handel, Wojny, DiD, S&D, ST, PoO, WiP

      LFC - this means more...





      Twister jest genialny!
      mirela jest wspaniała!

      Pręgierz (*)
    • Taka zamiana picia na jaranie to niezupełnie zamiana nałogu. Tu raczej chodzi o metodę ucieczki z rzeczywistości; wszystko ryjące banie jest w tym wypadku dobre.
      Poza tym jak musisz sporo wypić to trawa wychodzi taniej. I nie ma po niej kaca.


      A tycie po rzuceniu palenia to nie jest wcale zamiana nałogu, tylko rozpieprzony metabolizm. Jeśli jesteś endomorfikiem to możesz nawet jeść dokładnie tyle samo, po odstawieniu szlugów utyjesz i tak.
      zgniły liberał/podły ateista
    • Mnie cena za paczkę zmusiła do rzucenia palenia i mi się udało:) Od czasu do czasu sobie zapale jak się zdenerwuje:P
      To zależy od silnej woli. Kto chce to rzuci kto nie chce nie zrobi tego proste...
      Jakie plasterki, pastylki a to jest ... warte. SILNA WOLA! W głowie masz odp jak rzucić...
      Nie długo będzie 12zł na najtańsza paczkę to zobaczycie jak będziecie rzucać hehe:)
      Ale człowiek nie jest stworzony do klęski. Człowieka można zniszczyć, ale nie pokonać.
      Ernest Hemingway

      21.07.2016r emerytura OGame!
      Uni 68 - OFF
      Uni 69 - OFF
      Hydra - OFF




    • Thorgoth wrote:

      Poza tym jak musisz sporo wypić to trawa wychodzi taniej. I nie ma po niej kaca.


      w polsce wiadomo jak to jest z jaraniem. na jakieś balety czy cuś to wiadomo lepiej nastukać się alkoholem. Ale na taką zamułkę ze znajomymi przed tv to ziółko wymiata, miła atmosfera, niezła brechta.
    • Najgorsze dla organizmu jest chyba regularne popalanie, albo właśnie takie "rzucanie" co jakiś czas. Organizm się odzwyczaja, zatruwa się i tak cały czas. I ja tak niestety mam, sam nie wiem czy jestem uzależniony, bo nie mam potrzeby palenia na codzień, ale jak ktoś częstuje to ciężko mi odmówić. A przy piwie albo wódce to już tragedia, kupuję ramkę i spalam ją w trzy godziny a na drugi dzień ostry kac, tyle że papierosowy. W pracy też ciężko z tym - papieros = przerwa. Ale jak mam ciekawe zajęcie, albo chociażby w domu siedzę przed kompem czy telewizorem to nie mam potrzeby palenia zero, i tak od kilku lat więc nie jest źle, jeszcze się w to nie wkręciłem i chyba się nie zapowiada, ale te popalanie też męczące jest i chciałbym skończyć a za bardzo nie potrafię.
    • To zależy czy Indica czy Sativa, na imprezke to tylko sativa. Dajesz na parkiecie jak szalony. A w domu przed telewizorem z padem w ręku to tylko indica,

      "Alkohol tylko cię niszczy od środka i zabija, tak samo jak system. System jest przeciwko ziołu, bo ziele czyni cię niezłomnym. Kiedy palisz zioło – twoja świadomość staje przed tobą. I widzisz ją. Więc diabeł nie lubi, jak zawsze jesteś świadomy i robisz porządek ze swoim życiem. Diabeł wie, że wtedy nie będziesz robić głupot. Tak więc zioło jest uzdrowieniem narodu" - Bob Marley
      "...Krótko mówiąc, Mort należał do takich osób, które są groźniejsze niż worek grzechotników. Chciał mianowicie zrozumieć logikę praw rządzących wszechświatem..."
      _____________________________________________________________________
      MEMENTO MORI
    • @mort
      fajki ziołem można zastąpić tak samo jak schabowymi, czyli wcale. Nie ta bajka. THC fizycznie nie uzależnia, a nikotyna owszem. A ogólne impresje o tym jak fajna jest trawa pasują w tym temacie tak samo jak zachwyty jak bardzo smaczne są kotlety. Think about. Albo załóż temat o jaraniu zioła.


      Narcystyczny wrote:

      Najgorsze dla organizmu jest chyba regularne popalanie, albo właśnie takie "rzucanie" co jakiś czas.
      Na twoim etapie to jeszcze chyba nie. Natomiast istotnie, nieudane rzucanie to jest dramat. LEPIEJ palić przez 12 miesięcy codziennie niż 4 razy w roku rzucać i wracać do nałogu.
      Nieudana próba rzucenia to nauczka dla twojego mózgu że można Cie złamać. Za każdym następnym razem psychiczne objawy odstawienia będą gorsze i będą trwały dłużej.
      Dlatego jak ktoś nie jest pewny czy chce rzucać, to niech nie rzuca. Niech zaczeka do momentu aż będzie pewny.
      zgniły liberał/podły ateista
    • Takie jakieś refleksje mnie wczoraj naszły, zeby napisac jaki to zly jest alkohol, nie bądź na mnie zły ;) nie pale fajek więc nie wiem jak to rzucać, EOT z mojej strony
      "...Krótko mówiąc, Mort należał do takich osób, które są groźniejsze niż worek grzechotników. Chciał mianowicie zrozumieć logikę praw rządzących wszechświatem..."
      _____________________________________________________________________
      MEMENTO MORI

      The post was edited 2 times, last by Mort ().

    • Niestety rzucanie fajek to nie taka prosta sprawa. Brałam się za to pare razy i nic. Trzeba być zmotywowanym, ale to chyba i tak będzie mało :E Nawet po szoku po wyliczeniach ile wydaje miesięcznie (a co dopiero rocznie) nie umiem sobie odmówić. Bardzo głupi nałóg :?

      The post was edited 2 times, last by Luthien ().

    • W tym momencie jestem, niestety osobą palącą. Palę od 19 roku życia, nie licząc dwóch kilkumiesięcznych przerw i około 6-7 dwutygodniowych wychodzi prawie 5 lat czystego palenia. Próbowałem rzucać palenie różnymi metodami. W trakcie tych kilkumiesięcznych przerw uprawiałem sport (bieganie) połączone z piciem dużej ilości soku pomidorowego. Pewnego razu pomimo przebiegnięcia 10km, po powrocie do domu po ok. 2 godzinach i tak poczułem ogromną pokusę zapalenia - szlug i tak "smakował". Teraz oczywiście nie biegam. Te 2 tygodniowe przerwy to jak z kumplem razem rzucaliśmy. Jeden z moich najlepszych kumpli rzucił jak z drugim kumplem przez kilka dni pod rząd pili alkohol, pewnego razu kumpel wstał, organizm był, wiadomo mocno osłabiony piciem, jadł też niewiele, zapalił szluga praktycznie na czczo i po chwili stracił wzrok na kilka minut. Od tamtego momentu minął prawie rok i nie pali. Rzecz jasna sam nie zamierzam się doprowadzać do takiego stanu ;).
    • Tomoriel, pomyślałabym, że to ten tzw. 'szlugowy kac' który nawet mi nie pomaga rzucić (nie pale wtedy dzień/dwa). Ale jak na pare minut stracił wzrok no to się chłopak musiał nieźle wystraszyć :(

      The post was edited 4 times, last by Luthien ().