"Piekło kosmosu" - UKOŃCZONE!!! (tekst w redakcji)

    • "Sitro" wrote:

      P.S. Ów patetyzm i "poetyckie" sformułowania zostawię z JEDNEJ PROSTEJ przyczyny. Nie tylko faceci czytają takie książki. Kobiety również czytają literaturę S-F a wielu osobom nie przeszkadza ów "poetycki" opis, a nawet poprawia humor


      Bez sensu to wyjaśnienie. Po pierwsze, 95% kobiet odpuszcza sobie czytanie, gdy tylko dowiaduje się, że książka przynależy do gatunku MILITARY Sci-Fi. No proszę, nie mów, że książka opiewająca konflikty zbrojne, czy to przyszłości, czy to teraźniejszości, czy przeszłości, to literatura, której targetem są panie. Zresztą wyobraź sobie, że jak kiedyś podesłałem fragment swojego tekstu jednej pani właśnie, prosząc, aby oceniła, tępiła ona wszelkie przejawy patosu z całkowitą bezwzlędnością. Poraziło ją nawet użycie słowa "naonczas" (gdyż, jak to powiedziała, wręcz stanęła jej przed oczami kwestia "natenczas Wojski...").
      Po prostu - nie, nie, i jeszcze raz nie. Ładowanie takich określeń, jakich używasz ty (zwłaszcza w tego typu literaturze), ma więcej wspólnego - wybacz brutalną szczerość - z grafomaństwem, aniżeli sztuką. Przecież np. ludzie mający więcej oleju w głowie, niż statystyczni Polacy, śmieją się z Eragona do rozpuku między innymi właśnie z tego względu, że był pisany stylem kretyńsko patetycznym (zwłaszcza w oryginale). No, chyba nie chcesz mieć nic wspólnego z taką prozą? Zwłaszcza, że - z tego, co pamiętam - sam masz o Erasiu bardzo negatywne zdanie?

      "Kefka 255_06" wrote:

      Jakim cudem można komuś wytoczyć proces za użycie w powieści słowa "hazardzista"?


      Takim samym, jakim można komuś wytoczyć proces za użycie w powieści słowa określającego osobę, zajmującą się likwidowaniem (w domyśle - niewygodnych jednostek).

      Generalnie, postacie są zwolnione z przestrzegania zasad poprawnego języka

      Są, ale też bez przesady.


      Dalej - narzekania, że coś za dużo elementów naszej kultury u obcych, tym razem postanowiłem już sobie darować. Tym razem, dla odmiany, będzie dużo biadolenia o sprawach merytorycznych i "uniwersumowych".

      Potężny, okręt należący do horiońskich linii przewozowych, sunął dumnie po rozgwieżdżonym niebie.

      Zauważyłem, że masz tendencje do używania słowa "niebo" na określenie przestrzeni kosmicznej. Kefka, a ty jak myślisz? :>

      Kapitan Solion Hober, który od dziesięciu lat dowodził Omegą, w tej właśnie chwili udowadniał światu, że horionie naprawdę do słabeuszy nie należą.

      Z tym "udowadnianiem światu" to się zagalopowałeś odrobinę. Nie, że głupie, ale takie górnolotne trochę.

      Wygiął stalową blachę gołymi rękami i składając ją w rurkę podał jakiemuś ovianinowi, pytając:

      Sitro, ja cię naprawdę proszę... już się z tego tłumaczyłeś, ale powtórzę - toż to absurd, aby takie zaawansowane cywilizacje używały takiego żałośnie prymitywnego stopu, jakim jest stal. Mam nadzieję, że przynajmniej nie budują z niej pancerzy okrętów - chociaż, biorąc pod uwagę, że używanie przez Niszczycieli tytanu jest uznawane za przejaw wyższego poziomu opanowania metalurgii i przyczyny sprawczej dużo większej trwałości statków, owa nadzieja jest chyba płonna.

      Posłuchaj - stal to nawet z dzisiejszego punktu widzenia metal tak już prymitywny, że ludzie zajmujący się produkowaniem nowoczesnych czołgów (bynajmniej nie takich, co mają napęd antygrawitacyjny i działo laserowe w wieżyczce) zwyczajnie machnęli ręką i dali sobie z nim spokój, przerzucając się na dużo lepsze i wytrzymalsze stopy, polimerowe i tytanowe właśnie. Jeśli u ciebie statki kosmiczne mają pancerze zrobione ze stali, to są bardziej kruche i podatne na uszkodzenia, niż zwykły M1 Abrams, mimo różnicy półtora tysiąca lat. Nie mówię już tu nawet o pancerzach reaktywnych czy innych pierdołach, bo nawet mnie nie chce się już nimi zawracać sobie głowy.

      Z innego typu gęgolenia - ustalałem sobie, że w moim uniwersum (tym, w którym osadziłem powieść i dwa nowe opowiadania) broń używana przez poszczególne rasy ma taką siłę ognia, że nawet jakbyś wziął do ręki zwykły "jaszczurczy" AGM-42 Irmaer, karabin hipersoniczny przeznaczony przede wszystkim do tępienia piechoty, i ostrzelał nim współczesny czołg, to stwierdziłbyś, że czołg został podziurawiony na sito, a polimerowy pancerz w ogóle nie powstrzymał pocisków, które przebiły go z jednej strony, i w wielu przypadkach nie straciły energii kinetycznej na tyle, żeby jeszcze nie przebić z drugiej i wylecieć na zewnątrz (w sumie przelatując na wylot przez cały czołg). Do uzyskania podobnego efektu (acz nie aż tak porażającego) wystarczyłby zresztą i krótki karabin pulsacyjny AGM-14, który noszą kolesie z Milicji. A jeśli wziąć pod uwagę montowane na okrętach bronie dużo potężniejsze - z których wiele pojawia się i w twoim opowiadaniu, w tym lasery, działa jonowe czy plazmowe - to stal chroni w tym przypadku równie skutecznie, co papier gazetowy.

      Po prostu - nie ma, że trudno. Nazwy na futurystyczne stopy metali po prostu MUSISZ wymyślić, bo stal i tytan wyglądają tutaj śmiesznie.

      - To je rozplączcie! - wrzasnął na całe gardło variańczyk.

      Tudzież
      Dawid spostrzegł mechaników i ryknął na całe gardło

      Oraz
      Vili! - ryknął momentalnie na całe gardło variańczyk

      Zlituj się. Używanie po kilka razy tego samego określenia potocznego albo środka stylistycznego w jednym, niedługim fragmencie, wcale dobrego wrażenia nie robi, pomimo mocy wyrazu takowego. A nie jest to jedyny taki w powieści przypadek.

      Powinieneś więcej poświęcać czasu wychowaniu swych ratolośli. A może wolisz aby ona tak jak jej bracia zaciągnęli się do marynarki międzygwiezdnej i latali za jakimiś piratami.

      Tu zmieniłeś osobę z Vili na jej braci. Powinno być "tak jak jej bracia, zaciągnęła się do marynarki międzygwiezdnej i latała za jakimiś piratami".
      Nie wspomnę już o pierwszym zdaniu, które nadaje się na opowieść pt. "poszukiwania w zdaniu szyku właściwego".

      Trzy, umorusane sadzą głowy, wychynęły z szybu w podłodze, nastawiając uszu. Olbrzymi uśmiech nie schodził im z twarzy.

      Całkiem jak z wrednym uśmiechem załogi na Dark Huricane. Tyle, że tu jest też błąd składniowy. No i nie wiem sam, może (MOŻE) przydałoby się najpierw powiedzieć, że owe uśmiechy w ogóle się pojawiły. W każdym razie, Kossakowskiej w "Szkarłatnej Fali" wyszło to fajnie. Było to tak: "Uśmiecham się cały czas. Piękny, szeroki uśmiech po prostu nie schodzi mi z twarzy".

      odwrócił się do trójki mechaników i następując jednemu z nich, obcasem swego buta na dłoń,

      Kiedyś wyjaśniłem Kefce, że ustaliłem, iż w moim uniwersum Sthresianie, wyjąwszy szczególne sytuacje, nie noszą w ogóle obuwia z tego (też) względu, że obraz jaszczura w wojskowych butach (zresztą, żeby tylko wojskowych) wydał mi się kretyński.
      Także i tu mi się to nie podoba. Ale twoja rasa, to tylko moje subiektywne spojrzenie.

      Reszta narzekań na Varian, głównie odnośnie łusek, była już wcześniej, w zamkniętym temacie.

      Nie lubił tej stacji i jak najszybciej chciał znaleźć się na planecie, wśród pierwszych kolonizatorów, którzy już budowali pierwsze dwa ośrodki badawcze.

      Pewnie się czepiam, ale ja na ich miejscu zadbałbym przede wszystkim o to, żeby koloniści mieli co jeść, i zaczął od założenia farm i hodowli, a nie ośrodków badawczych. Bo domyślam się, że najważniejszych prac badawczych na planecie dokonali już wcześniej - inaczej nie wysyłaliby statku kolonizacyjnego po próżnicy. A zatem w tej chwili najważniejsze, żeby z głodu nie poumierali.
      Ale jak już mówiłem, pewnie się czepiam.

      - Mam już dwadzieścia lat - westchnęła dziewczyna, przejeżdżając smukłą łapą po wąskim pyszczku.

      W przeciwieństwie do Kefki, domyśliłem się, że chodziło ci o ukazanie kobiecości, ale to się nie sprawdza, niestety.
      Poza tym jest jeszcze jeden drobiazg - co decyduje o tym, żeby kończyny chwytne Varian nazywać "łapami", a nie "dłońmi"? Rozmiary? Obecność pazurów? Ilość palców? Czy wszystko naraz? Tak znowu pytam, chcąc się poprzyczepiać do szczegółów na temat uniwersum, bo ja na przykład obdarzyłem Sthresian "dłońmi", po prostu.

      Łakome strumienie śmierci przedarły się w stalowe pokłady

      Czyli jednak faktycznie stal. No, jak mówiłem - płonne miałem nadzieje.

      W oknach pojawiły się żelazne zasłony,

      To też lepiej zmień. Jak stal jest słabiutka, to co dopiero żelazo.


      Smugi, srebrzystej plazmy zaczęły wypełzać powoli z elipsy i gromadzić wokoło niej, tworząc niby mgłę. Lidiszi wpatrywał się w ów przerażający, a zarazem piękny obraz i nagle do niego dotarło. Bomba kwantowa.

      Hmmm. A można - tak z czystej ciekawości - zapytać, jak działa owa bomba kwantowa?

      Licznik wskazywał pięć i pół G, ciągle rosnąc.

      Nie przesadzasz aby z tymi g? Organizm długo nie wytrzymuje przy pięciu czy sześciu. Gdyby to było przyspieszenie krótkotrwałe, dałoby się to przełknąć. Ale z tego, co wnioskuję, oni trochę lecieli. Nie wiem, jakim cudem Lidiszi by wylądował po takich pieszczotach. Bo takiemu staremu wiarusowi, jak Pirxowi, to już przy bodaj trzech czy czterech wyschły spojówki w oczach i nic nie widział.
      Osoby używające więcej niż trzech wykrzykników lub pytajników naraz, to osoby z zaburzeniami własnej osobowości.
      Terry Pratchett

      Dopóki nie skorzystałem z Internetu, nie wiedziałem, że na świecie jest tylu idiotów.
      Stanisław Lem
    • Kefka, Speeder, przeczytam wasze wypowiedzi wieczorkiem, ale coś naszemu gadziemu wielbicielowi powiem odnośnie patosu.

      W "Eragonie", którym pogardzam, patosu było aż za dużo. U mnie nie ma go w takich ilościach. Dodatkowo "Eragona" stłamsiłem za choćby samą fabułę itp, a mimo to ma on wielu zwolenników. Jest to prosty dowód na to iż gusta są bardzo różne. Inny przykład "48 godzin" Aliestera McLeana gdzie również jest sporo owych poetyckich opisów wymieszanych z technicznymi a książka jest rewelacyjna i bardzo lubiana. Ostatni dowód, to właśnie KOBIETA namówiła mnie do spisania tej opowieści i jej ją dedykuję. Co więcej gra w OGame i lubi S-F. Tak samo jak w sojuszu na Guild Wars też mamy dużo kobiet, a ponoć panie nie graja w gry. SpeeDer bardzo się mylisz, jeśli idzie o pleć piękną. Dużo z nich czyta S-F, bardzo sporo z tych które znam ma w małym paluszku wszystkie książki Star Wars, wiec stwierdzenie iż 95% kobiet szerokim łukiem omija ten gatunek, czy nienawidzi poetycko zabarwionych opisów jest zgoła błędne. Dodatkowo takie opisy dodają czystego waloru artystycznego, tak więc może ci się to nie podobać ale zostaną. Zresztą i tak wiem ze fabularnie książka ci się podoba, więc ścierpisz te opisy. :P

      Inna uwaga. Czytelnik to nie debil, lubi ruszyć wyobraźnią. tak więc nie będę jak jakiś łom opisywał wszystkiego z szczegółami. przykład z tym radiem co podałeś, że nie dopisałem gdzie ono było (na ścianie, przypięte do paska itp). Od tego jest wyobraźnia aby jej używać i każdy może to sobie wyobrazić na swój sposób. Nie jest to rzecz istotna, ważne tylko że wezwano dowódcę przez radio, a lokalizacja owego urządzenia to już sprawa mało istotna. Pamiętaj że pisze książkę, a nie scenariusz do filmu.

      Aha i w S-F można naginać prawa fizyki, a "Piekło kosmosu" to przede wszystkim opowieść przygodowa, więc tak jak w filmie "Armagedon" naginam je pod fabułę. Szyby w okrętach kosmicznych są i będą, są po prostu z innego, trwalszego materiału. tak samo inne podobne rzeczy. Ta książka ma bawić i przesłać pewnie morał, a nie uczyć praw fizyki czy robotyki :) Więc troszkę wyluzuj SpeeDer :)
      Uniwersum Andromeda -> Vermin
      Znany też jako Pająk Vermin Drake
      vermin.bloog.pl/ - tu są moje recenzje filmów/gier/książek i nie tylko :) Zapraszam do czytania i komentowania.

      The post was edited 1 time, last by Sitro ().

    • Der_SpeeDer wrote:

      Takim samym, jakim można komuś wytoczyć proces za użycie w powieści słowa określającego osobę, zajmującą się likwidowaniem (w domyśle - niewygodnych jednostek).
      Ee... jaśniej? Chodzi ci o Terminatora? No patrz, czyli chyba przegapiłem ten wielki proces między Games Workshop i Jamesem Cameronem.

      Zauważyłem, że masz tendencje do używania słowa "niebo" na określenie przestrzeni kosmicznej. Kefka, a ty jak myślisz? :>
      Ja tego jakoś tego nie zauważyłem. Generalnie błąd, choć spójrz na to w ten sposób - Sitro mógł w miejsce "rozgwieżdżonego nieba" wstawić znacznie gorszą poetycką metaforę ;).

      Łakome strumienie śmierci
      Na boga zmiennych losowych, powiedz mi Speeder, że nie zapomniałem się tego czepić tam gdzie to napisał.
      Naprawdę, Sitro, te określenia wyglądają, jakby je komputer poskładał z losowo wybranych fraz, bez oglądania się na ład czy sens. Ty się nie tłumacz, ty przestań.

      Sitro wrote:

      Dodatkowo "Eragona" stłamsiłem
      Co masz na myśli? Że zgniotłeś książkę w kulkę? Czy że powstrzymałeś jej rozprzestrzenianie się w zarodku :>?

      Ostatni dowód, to właśnie KOBIETA namówiła mnie do spisania tej opowieści i jej ją dedykuję.
      A ja dalej nie rozumiem, co ma płeć czytelników do twoich beznadziejnych poetyckich prób.

      Dodatkowo takie opisy dodają czystego waloru artystycznego
      I wszyscy razem: GRAFOMANIA!
      Nie, one niczego nie dodają - bo zwyczajnie nie umiesz ich porządnie robić. I to jest cały problem, i o to nam chodzi. Nie o to, że nie powinny one w ogóle istnieć.

      Zresztą i tak wiem ze fabularnie książka ci się podoba, więc ścierpisz te opisy. :P
      Cóż, chyba byliśmy zbyt pobłażliwi. Nie wyraziliśmy dość dosadnie, jak beznadziejne i burzące klimat one są.

      Czytelnik to nie debil, lubi ruszyć wyobraźnią.
      ...i daruj sobie komplementy :D.

      Aha i w S-F można naginać prawa fizyki
      Można, ale nie trzeba. Zwłaszcza, że duża część (nadprzestrzeń itp.) i tak jest wymyślona, można chociaż przestrzegać tych, które są prawdziwe. Przytoczony przez ciebie Armageddon aż tak dobrym filmem nie jest. Poza tym, widać różnicę, gdy nagina się prawa fizyki, bo tak jest efektowniej/lepiej dla fabuły, a gdy nagina się je z niewiedzy czy lenistwa. Poza tym, jaki ty morał chcesz do tej powieści wcisnąć? Już zaczynam się bać...
    • Jak dotąd tylko wy dwoje narzekacie na moje opisy. A jeśli myślicie ze to ma być bez morału, to po licho miałbym to pisać. No bez urazy, ale każda książka (sensowna) ma morał. I nie do końca was kumam. Raz chwalicie, że fajny opis/akcja/dialog, a potem w tym samym miejscu się czepiacie frazesów/dialogów/stylistyki/fizyki. To w końcu wam się podoba czy nie? Bo jeśli mam wedle was przerobić "Piekło kosmosu" na kolejny schematyczny S-F gdzie tylko są opisy techniczne, brak przemyśleń postaci i sama zabijanka, to to się mija z celem. Czegoś takiego jest od groma na rynku. Nie jestem jakimś wielkim pisarzem, nigdy tak nie mówiłem, pisze bo lubię i pisze tak jak lubię, robię to dla frajdy. "Piekło kosmosu" pisałem dla siebie i znajomych z soja, tutaj trafiło przypadkiem i za namową (Też Kefki, który czytał teksty podczas konkursu i poprosił o wklejenie całości :P). To że zaproponowano mi kiedyś wydanie tego tez jak pisałem było dziełem przypadku. Jeśli się ukarze to super, pewnie i tak kupi książkę tylko kilkanaście osób z znajomych i popadnie w zapomnienie. Przynajmniej tego się spodziewam. "Piekło kosmosu" skończę i napisze potem dwa kolejne tomy, dla samej przyjemności pisania, a że nie każdemu pasują moje opisy - cóż wszystkim nigdy nie dogodzisz :)

      Krytykować możecie i nawet jest to fajne, ale z umiarem. Darujcie sobie te skoki o detale fizyki itp, bo choćby Star Wars je łamie nagminnie a jest tak zarąbistym filmem że am miliony fanów. Więc skoro duzi mogą je łamać, to mali też :P
      Uniwersum Andromeda -> Vermin
      Znany też jako Pająk Vermin Drake
      vermin.bloog.pl/ - tu są moje recenzje filmów/gier/książek i nie tylko :) Zapraszam do czytania i komentowania.
    • Sitro wrote:

      A jeśli myślicie ze to ma być bez morału, to po licho miałbym to pisać. No bez urazy, ale każda książka (sensowna) ma morał.
      No... żeby opowiedzieć ciekawą historię? Morały kojarzą mi się z trzema rzeczami: bajkami dla dzieci, autorami promującymi swoje poglądy polityczno-społeczne albo rzucającymi truizmami na odczepnego. I nie wiem, jakie ty książki czytasz, ale ja w swoich nie zauważyłem za dużo morałów. Chyba, że co innego rozumiemy przez morał.

      Raz chwalicie, że fajny opis/akcja/dialog, a potem w tym samym miejscu się czepiacie frazesów/dialogów/stylistyki/fizyki. To w końcu wam się podoba czy nie?
      Czy tylko bezbłędne rzeczy mogą się podobać? Ale powtarzanie tych samych błędów wciąż na nowo jest irytujące, stąd im dalej w las, tym bardziej się czepiamy.

      Bo jeśli mam wedle was przerobić "Piekło kosmosu" na kolejny schematyczny S-F gdzie tylko są opisy techniczne, brak przemyśleń postaci i sama zabijanka, to to się mija z celem.
      Zaraz, a teraz jest inaczej :roll: ?
      Ehm, ok... Niee, tego nie powiedzieliśmy. Powiedzieliśmy tylko, że poetyckie opisy ci nie wychodzą. I parę innych rzeczy. Nic o wywaleniu przemyśleń postaci.

      Darujcie sobie te skoki o detale fizyki itp, bo choćby Star Wars je łamie nagminnie a jest tak zarąbistym filmem że am miliony fanów. Więc skoro duzi mogą je łamać, to mali też :P
      No właśnie nie do końca. Jeśli coś jest naprawdę dobre, więcej można wybaczyć. Bo człowiek nie ma czasu na wyłuskiwanie błędów, jak się dobrze bawi, a zresztą poprawa nie zwiększyłaby aż tak jakości dzieła. A jak coś jest średnie, to niestety więcej się zauważa i narzeka.
    • "Kefka 255_06" wrote:

      Ee... jaśniej? Chodzi ci o Terminatora? No patrz, czyli chyba przegapiłem ten wielki proces między Games Workshop i Jamesem Cameronem


      Ów proces może i przegapiłeś, ale dyskusji o tym, że nie wolno mi mieć w uniwersum formacji wojskowej o nazwie Terminatorzy, nie tylko nie przegapiłeś, ale na dodatek wziąłeś w niej czynny udział :> .

      "Sitro" wrote:

      Jak dotąd tylko wy dwoje narzekacie na moje opisy


      Reszta ekipy, przypominam, się wykruszyła. A i ja tudzież Kefka wcześniej nie narzekaliśmy na opisy. Zresztą - nie na opisy w ogóle, tylko te pseudopoetyckie wtręty. Ja, na ten przykład, pierwszy raz zabrałem się za "Piekło..." parę lat temu. Od tamtego czasu trochę już książek przeczytałem i lepiej wychwytuję, co jest źle. To, czego w Erasiu kilka lat temu nie dostrzegałem, teraz widzę aż nazbyt wyraźnie (przez co teraz dołączyłem do grona ludzi, dziwiących się, jakim cudem taka szmata w ogóle ukazała się w druku). Aż nazbyt wyraźnie widzę też te twoje nazbyt wydumane środki stylistyczne, które, tak jak powiedział Kefka, więcej z grafomaństwem jak na razie wspólnego mają, niż z poezją. A to głównie dlatego, że nie panujesz nad tym.

      Co do tego, czy nam się podoba, czy nie - a musi być idealne, żeby nam się podobało? Owszem, podoba się, ale to nie zmienia faktu, że na widok co niektórych określeń można dostać skrętu kiszek. Płeć czytelnika nie ma tu chyba nic do rzeczy.

      Poza tym - no naprawdę, nie mów, że "Piekło Kosmosu" nie jest jak na razie utworem nastawionym na czystą rozrywkę. No bo powiedz sam - co jest tak bardzo głębokiego w tym opowiadaniu? Bo kreacja niektórych postaci to jednak trochę za mało, żeby zaraz o tym mówić. Ja sam też piszę SF czysto rozrywkowe, i nawet nie próbuję siebie oszukiwać, że kryje się za tym coś więcej, bo np. postać Zhacka porusza problemy egzystencjalne. Nie. Po prostu nie.
      Nie-schematyczny SF to jest np. u Lema czy Dicka, gdzie jakiekolwiek wydarzenia są jeno tłem do głębszych rozważań. Nawet "Niezwyciężony" - opowiadanie zawierające w sobie całkiem niezłą porcję akcji - to w istocie próba podjęcia tematyki umiejscowienia poszczególnych istot w świecie, tego, jaką odgrywają rolę, jakie jest ich w tym miejsce, i fakt, że niekoniecznie istoty najwyżej zaawansowane ewolucyjnie muszą być górą.
      Ty na razie masz zadatki na pisarza SF w stylu Webera - kolesia, który może i dobrze pisze, może i tworzy bogate światy, ale jego sztandarowe utwory (te z serii Starfire oraz Honor Harrington) to nie jest nic ponad zwykłą akcję. Są też schematy, które pojawiają się (na szczęście mniej nachalnie) także u ciebie. Ot, po raz kolejny jakiś sojusz międzygalaktyczny iluś tam raz (im więcej takowych, tym lepiej), po raz kolejny całe międzygalaktyczne imperia, które na potęgę sobie zakładają nowe kolonie, i po raz kolejny jakaś tajemnicza, stechnicyzowana rasa, co to chce resztę podbić (Nekroni z WK40k... Borgowie ze Star Treka... naprawdę, nie jest trudno znaleźć protoplastów twoich Niszczycieli, a pomysł z ludzkim pochodzeniem i pismem klinowym diametralnie tego nie zmienia).

      "Kefka 255_06" wrote:

      No właśnie nie do końca. Jeśli coś jest naprawdę dobre, więcej można wybaczyć. Bo człowiek nie ma czasu na wyłuskiwanie błędów, jak się dobrze bawi, a zresztą poprawa nie zwiększyłaby aż tak jakości dzieła. A jak coś jest średnie, to niestety więcej się zauważa i narzeka


      Może powiem bardziej delikatnie. Chodzi o to, że Star Wars to już dzieło wybitne, wyróżniające się, w którego przypadku rozmach oraz epickość zwyczajnie tłumi rozmaite niezgodności z prawami fizyki (przy czym czasem te niezgodności są czymś podyktowane - jak wyobrazić sobie bitwy kosmiczne z bezdźwięcznymi wybuchami i niewidzialnymi strzałami laserów?). Ponadto SW to zupełnie inne medium, gdzie obowiązują inne zasady. To, co na ekranie się łyka bez problemu, w książce może razić.






      - Trawa lepsza.
      - Musisz poczekać aż wyrośnie, ostatnio wyfajczyłeś resztkę zapasu.

      Jakby to powiedzieć... podziwiam tolerancję Linkera i Zoltara na marihuanę. Normalny człowiek po jednym joincie ma dość, wypalenie jeszcze jednego to już zabójstwo. Mniej przystosowanym wystarczy parę wdechów. A ci to się najwyraźniej mogą normalnie licytować, który więcej wypalił.


      Z ponurą miną, powolnym krokiem, skierowała się ku kokpitowi.
      Weszła na mostek,

      To w końcu kokpit, czy mostek? Jedno drugiemu nierówne.

      usiadła w fotelu drugiego pilota i z nieco zmęczona miną wpatrywała się w rozgwieżdżone, usiane planetoidami, niebo.

      O, widzicie, ludziska? Znowu to niebo. Już któryś raz z kolei to widzę. Nie powiem, potocznie nazwać przestrzeń kosmiczną niebem można... ale ty to chyba robisz trochę za często.

      - Wszyscy niech zachowają absolutną ciszę, wyłączcie całą muzę i telekomy, nie chcę absolutnie żadnych hałasów. Ambi przełącz silniki na "cichy bieg"

      No i po co to wszystko? I tak się ich niczym pokroju szumonamiernika nie wyłapie - nie zapominajmy, że są w próżni. A jeśli chcesz ustalić, że Niszczyciele mogą ich podsłuchać przez radio, to przecież muzyka grająca gdzieś w maszynowni nie ma tu nic do rzeczy. Wystarczy jeno zachować ciszę radiową.
      Prędzej już kazałbym załodze włączyć urządzenia maskujące, bo cisza na pokładzie nic nie da, jeśli można się delikwentów po prostu wypatrzyć na radarze czy jakimkolwiek innym detektorze.

      Wywodziła się z rodziny pilotów to też nikogo nie dziwiła jej decyzja iż chce wstąpić do Akademii Marynarki Galaktycznej, jednak nikt nie spodziewał się, że odniesie tam takie sukcesy. Ukończyła Akademię w wieku 24 lat i to z stopniem porucznika,

      Nie rozumiem. Po pierwsze, szkolenie w akademii wojskowej to nie studia, i ukończenie go w wieku 24 lat to nie jest jakieś ekspresowe tempo, a chyba nawet wręcz przeciwnie. Po drugie, tego typu szkolenie to przecież szkoła oficerska, więc co nadzwyczajnego jest w tym, że dostała porucznika? Mój ojciec, który szkolił się w podchorążówce i nawet nie dbał o to, żeby siedzieć w wojsku dłużej, niż to konieczne, sam ma rangę podporucznika w swojej książeczce wojskowej, a tu ponoć duma i chluba marynarki...
      Dalszy przebieg jej kariery, owszem, jest błyskawiczny (pokusiłbym się o stwierdzenie, że wręcz niewiarygodnie), ale ten początek jakiś taki wyolbrzymiony się zdaje.

      Wielka stacja kosmiczna, otoczona przez złoża planetoid, błyszczała dumnie.

      Musiało Sarę oślepić. Skoro błyszczała, to znaczy, że odbijały się od niej promienie pobliskiego słońca. A skoro w próżni nie ma niczego, co promieniowanie ultrafioletowe tłumi, takie błyszczenie jest mało korzystne.
      Aby była ścisłość - z tego typu sprawami zrobisz, co chcesz. Nie są to jakieś poważne błędy, a dla większości populacji w ogóle niezauważalne.


      Jak pani zapewne już wie, jesteśmy miedzy-imperialną placówką wojskową, do której istnienia przyczynił się rząd wszystkich siedemnastu ras.

      Tu jest podobny kwiatek, co z tymi uśmiechami, co są wredne, albo nie schodzą z twarzy. Jak mówisz o siedemnastu rasach, to liczba pojedyncza tu nie pasuje.


      Generalicja darzy panią wielkim zaufaniem - stwierdził z podziwem w tonie kapitan.

      Raczej admiralicja. Generałowie to dowodzą wojskami lądowymi, nic im do spraw floty i do projektów zorientowanych na budowanie nowych okrętów.


      Ma w sumie trzydzieści dwie, dwulufowe, obrotowe wieżyczki plazmowe. Dziesięć kalibru trzysta dwadzieścia milimetrów,

      Sorry, ale jak się tu kaliber przekłada na siłę ognia broni, która przecież nie strzela głowicami bojowymi? Może jakieś wyobrażenie o rozmiarach działa daje, ale głębszego sensu to chyba nie ma.


      - Dziękuję kapitanie Loskow i mam nadzieję do zobaczenia.
      - To się okaże, proszę pani. To się okaże - odparł dowódca stacji i odjechał w kierunku swego promu.

      Czynienie kapitana dowódcą takiej znacznej placówki jest, mówiąc oględnie, silnie umowne.


      Dziesięć minut później Posejdon, pełen majestatu, emanując swą potęgą, powoli wyleciał z doku stacji.

      Hmmm... tak na marginesie, gdzie ów dok był? Na orbicie? Pytam, bo zastanawiam się, jak upakowali taki wielki okręt w jednym doku, i to w taki sposób, tak utrzymując tajemnicę, że nikt się zwyczajnie nie domyślił, że ci z projektu 'Armada' muszą budować tam jakieś ogromne bydlę.
      Osoby używające więcej niż trzech wykrzykników lub pytajników naraz, to osoby z zaburzeniami własnej osobowości.
      Terry Pratchett

      Dopóki nie skorzystałem z Internetu, nie wiedziałem, że na świecie jest tylu idiotów.
      Stanisław Lem
    • SpeeDer, moja opowiastka jest gatunkiem czysto rozrywkowym, ale to nie oznacza iż na końcu nie może mieć jakiegoś morału. Czy każda rzecz która jest nastawiona na rozrywkę ma być kompletną jatka, bez myślenia. Star Wars też jest kinem czysto rozrywkowym, a ma morał. Wiem że moje wypociny nijak się mają do klasyku i nigdy nawet nie lizną brudnego palca u stopy temu dziełu, ale skoro piszę to dla rozrywki to mogę pisać po swojemu. Co prawda część określeń czy wtop fizycznych rzeczywiście muszę poprawić, jednak na wiele mogę sobie pozwolic. Choćby szklane okna, które są wzmocnione jakimś tam surowcem/materiałem czy stalowe pokłady. Doskonale zdaję sobie sprawę że jest to tekst niszowy, trafiający raczej do młodzików, ale mi to nie przeszkadza. I tak na nim na pewno nie zarobię. BA! jeśli wyjdę choć na zero top uznam za gigantyczny sukces. Nakład będzie niewielki, ale też niewiele osób tak naprawdę kupi tą książkę, może z 30 max. Wydaję ją dla czystej satysfakcji, tak samo jak ją pisze dla zabawy, więc chce ją napisać po swojemu. Ciesze się że fabularnie wam się podoba i to mi styka, więc nie będę tam się rozwodził nad szczegółami technicznymi, wymyślał od groma nowych religii/kultur/języków/architektury/itp bo po prostu szkoda mi na to czasu. Kultura rozrywkowa nie potrzebuje takich detali w dużej liczbie. A że na końcu wpakuję morał to co innego. Jedni go zobaczą inni nie. Zależy jak kto czyta.

      A jak się kiedyś komuś będzie chciało i zostanie uznany przez krytyków/pisarzy/czytelników/wydawców za wielkiego twórce S-F, to może machnie coś podobnego tylko lepszego technicznie. W końcu i tak wszystko się powtarza. :P
      Uniwersum Andromeda -> Vermin
      Znany też jako Pająk Vermin Drake
      vermin.bloog.pl/ - tu są moje recenzje filmów/gier/książek i nie tylko :) Zapraszam do czytania i komentowania.
    • Der_SpeeDer wrote:

      Ów proces może i przegapiłeś, ale dyskusji o tym, że nie wolno mi mieć w uniwersum formacji wojskowej o nazwie Terminatorzy, nie tylko nie przegapiłeś, ale na dodatek wziąłeś w niej czynny udział :> .
      To co innego. Po pierwsze, była tu kwestia językowa (jak się tłumaczy "terminator" na inny język, ew. odwrotnie, zwłaszcza że w języku polskim to praktycznie nazwa własna) oraz, no wiesz... Terminatorzy w filmach i Warhm 40K to jednak coś zupełnie innego, choć o tej samej nazwie. A twoi to generalnie, że tak powiem, dosyć podobni do tych z Warhammera.

      Sitro wrote:

      Star Wars też jest kinem czysto rozrywkowym, a ma morał.
      Eee... jaki? Jeżeli każde liźnięcie jakiegoś filozoficznego zagadnienia uznasz za morał, to znajdziesz taki nawet w szkolnym zeszycie.
      A tak z ciekawości, powiedz, jaki morał zamierzasz wyprowadzić? Tylko proszę nie mów, że "wojna jest zła" :>.

      Kultura rozrywkowa nie potrzebuje takich detali w dużej liczbie.
      A przydałoby się jej, przydało.
    • "Sitro" wrote:

      SpeeDer, moja opowiastka jest gatunkiem czysto rozrywkowym, ale to nie oznacza iż na końcu nie może mieć jakiegoś morału


      Tak jak Kefka, ciekaw jestem, jaki morał czy myśl jest podsumowaniem "Piekła...". Bo potrzymuję, że jak na razie jest to po prostu utwór rozrywkowy, który żadnych głębszych treści nie przekazuje (i znów powtarzając za Kefką, Star Wars też zresztą żadnych treści nie przekazuje, bo niby co - że każdy zero może się przemianować na hero?).

      "Sitro" wrote:

      Co prawda część określeń czy wtop fizycznych rzeczywiście muszę poprawić, jednak na wiele mogę sobie pozwolic. Choćby szklane okna, które są wzmocnione jakimś tam surowcem/materiałem czy stalowe pokłady


      Sitro, nie przeginaj. Jestem w stanie zrozumieć twoją olewkę co do okien na statku kosmicznym (nawet ich wzmocnienie niewiele zmienia), bo raz, że jest to - z punktu widzenia fizyka - bzdura powielana przez wielu innych autorów (zwłaszcza tych nakierowujących swoje dzieła na średniopoziomową rozerwę), oraz że wyrzucenie tego powoduje całą garść przetasowań w już gotowych scenach (sam żałuję, że scena z rozbiciem okna w kajucie Andersona nie będzie już w nowej wersji "Bram..." tak sugestywna). Ale doprawdy - jaki problem stanowi dla ciebie wymyślenie jednej, jedynej, małej nazwy na fikcyjny stop metali, żeby zastąpić ową nieszczęsną stal? Zwykłe lenistwo? Bo tak na razie to widzę. A tłumaczenie tego, iż nie chce się ewidentnych błędów poprawiać, lenistwem, dalekie jest od chwalebnego.
      Dla mnie nie stanowiło wprowadzenie najzwyklejszej w świecie durastali (no, TAKA wolta to już na pewno nie może być dla ciebie ciężarem), czy wymyślenie dla jaszczurów całego szeregu stopów - advinenu, kheterium czy ifumanu. Jak ci się chciało, to wprowadzałeś sam rozmaite nazwy typu akorit czy krisilan - a teraz tak po prostu olewasz? Brzydko, panie Sitro, brzydko.

      Nie podoba mi się też twoje jechanie po najmniejszej linii oporu i mówienie, że jak nam się fabularnie podoba, to "tobie styka". Naprawdę nie lepiej by było stworzyć utwór jak najdoskonalszy? Który nie tylko lepiej się będzie czytało, ale też lepiej się sprzeda? Notabene - nie mówiłbym na twoim miejscu wszem i wobec o twoich oczekiwaniach, iż zejdzie tego opowiadania ledwie kilkadziesiąt sztuk. Jak wydawca taką prognozę przeczyta, to może się zacząć poważnie zastanawiać, czy warto łożyć gotówkę (i to niemałą) na wydanie czegoś, co sam uważasz za produkt niszowy, i wolisz unikać starań, aby się stał czymś więcej.
      Poza tym, dziwi mnie jedno - skoro wydawnictwo Labiryntus reklamuje się jako takie, które sprzedaje książki o walorach edukacyjnych, to dlaczego padło na twoje opowiadanie, w którym - nie oszukujmy się - walorów edukacyjnych jest zgoła niewiele?




      O'neli mając głowę na karku, od razu wydał rozkaz aby każdy ocalały okręt piracki czy szmuglerski udał się do Alfa-Vinti na orbitę martwej planety Suia.

      I piraci z całej galaktyki tak po prostu wykonali polecenie?


      Adiutant zasępił się, rozważając w milczeniu słowa swego dowódcy. Komandor miał rację. Nikt nie byłby wstanie przerazić tak Federacji, żeby zmobilizowała wszystko co ma w przeciągu niespełna dwunastu godzin.

      No więc "zebrała wszystko, co ma", i strata większości ze stuokrętowej zaledwie floty (tej dowodzonej przez Vinnsa) jest postrzegana jako potężny cios, i, jak się okazuje, byle piraci mogą się szybciej zmobilizować, i w większej liczbie, niż okręty zorganizowanych sił zbrojnych kilku gwiezdnych imperiów, no litości. Tak jak mówiłem, coś razi ta cała nieudolność aż siedemnastu ras, które z jedną sobie nie mogą poradzić. A powinny ją po prostu zmiażdżyć samą przewagą liczebną. Jeśli się jeszcze weźmie pod uwagę fakt, że Niszczyciele mają bardzo ograniczone zasoby (nie mogą uzupełniać poniesionych strat), to już w ogóle.


      - Wiem. Jeśli potrafili obrócić w perzynę okręt cywilny tej wielkości i przedostać się niezauważeni pięć systemów od rejonu działań, to znaczy, że mamy do czynienia z naprawdę inteligentnym przeciwnikiem.

      No, akurat z inteligencją bym tych dokonań nie wiązał. Że mają szybkie silniki, że dużą siłę ognia, to tak. Ale jak na razie ich zachowanie nie zdradza przejawów jakiejś wybitnie błyskotliwej strategii. Zwłaszcza, że atakują przedwcześnie, marnując mnóstwo cennego czasu na niszczenie nie wadzących im w ogóle statków i stacji cywilnych, skoro mogli od razu uderzyć na główne siły i rozwalić floty Federacji, zanim ludzie i reszta ferajny zdążyliby gacie założyć. Zamiast tego dają im wyraźne sygnały "hej, tu jesteśmy, szykujcie swoje wszystkie okręty i przygotujcie się, żeby dać nam łomot" oraz czas na zebranie sił, no i jeszcze tak wytyczają trasę i kurs, że dzięki prostej analizie można się dowiedzieć, dokąd zmierzają, i gdzie uderzą.


      - Możemy skoncentrować flotę, którą posłaliśmy do Dovos i przenieść ją w rejon ruin kopalni Planeot - zaproponował Korves, lekko przyciszonym tonem.
      - To nie jest głupia myśl - podchwycił błyskawicznie, Odarion. - To naprawdę nie głupie. Gdzie stacjonują obecnie?

      Ale mądre też nie było. Z jednej strony trąbią, jacy to ci Niszczyciele są mocni, jak łatwo wszystko posyłają do diabła, a jednocześnie zbierają naprędce jakąś flotę - niedużą, rzecz jasna - aby ją wysłać w rejon, co do którego wiadomo, że jest przez owych Niszczycieli opanowany. Chyba po to tylko, żeby z owej floty zostały smętne resztki, co jest marnotrawstwem z tego dodatkowego względu, że zanim się flota w smętne resztki zmieniła, korzyści osiągnęła nikłe.


      - "Cel zlokalizowany. Bawimy się w podglądaczy. Pozdrawiam Al." - przeczytał na głos admirał. - Znaleźli drani - dodał po chwili przyciszonym głosem.

      Swoją drogą, skoro na tym etapie wiedzieli, że w Soxia-9 nie jest bezpiecznie, to czemu nie zmienili planów i nie posłali floty, która miała tam lecieć, do innego systemu, żeby tam się bez przeszkód zebrała w pełnej sile?
      Wiem, czepiam się, to uzależnia.


      Sprawa ustawienia oraz podzielenia floty była już znacznie gorsza. Oficerowie piraccy niektórych kast

      CZEGO?


      Flotylla osłonowa została ochrzczona nazwą Alfa II. Na jej czele stanął były oficer variańskich sił morskich Asani Goxic oraz jego fregata "Jilii".

      Jestem osobiście zwolennikiem teorii, że gwałtowny rozwój silników pozwalających człowiekowi na budowę pojazdów latających, czy to w kosmosie, czy w atmosferze, spowoduje, iż flota morska straci rację bytu. Jako gałąź turystyki może jeszcze przetrwa, ale jako siła zbrojna stanie się zbędnym wydatkiem. Tak jak zniknęły już wcześniej, wskutek rozwoju lotnictwa oraz broni rakietowej, pancerniki i wielkie działa.


      Po czym, mając wciąż nadzieję że Richard ich nie wypatroszy

      Panie narratorze, piraci jak to piraci, oni wyrafinowanym językiem nie władają, ale pan niech jednak jakąś wstrzemięźliwość zachowa i używa bardziej rzeczowych określeń.


      O'neli rozmyślał o tym wszystkim siedząc w swym fotelu kapitańskim, gdy wtem do jego uszu dobiegł krzyk radiooperatora radaru.

      Radiooperator radaru? Nie wiem, co radar ma do radia.


      Różnobarwne wstęgi dział strumieniowych cięły gwałtownie, stalowe kadłuby okrętów wroga.

      Myślałem, że przynajmniej Niszczyciele używają lepszych stopów (tytanu zmieszanego... no, z czymś tam. Z nieznanym metalem).


      całym okrętem zatrzęsło, obracając niemal o czterdzieści stopni w dół.

      To mnie przerosło.


      Nie mógł te dotąd ogarnąć. Jak potężny kawał skały o średnicy niemal czternastu tysięcy kilometrów, mógł pokonać w tak krótkim czasie tak olbrzymią odległość.

      W końcu - próżnia. Żadnych oporów. Żadne siły nie działają. Nie jest to nic nadzwyczajnego.


      - Z "Homara"?
      - Nie bądź kretynem Ozi - warknął major kierując się w stronę konwoju. - Nikt nie miał prawa przeżyć tej eksplozji. Zresztą niby jak by się tu dostali. Na asteroidzie?

      No ale przecież sam stwierdził - jeszcze przed sekundą - że to statek z "Homara". Co on tak szybko zmienia front?


      Mimo to nie czół bólu. W sumie to nie czół niczego od pasa w dół.

      O, ludzie... błędy ortograficzne to przecież Word poprawia, nie możesz się zasłaniać, tak jak z tą interpunkcją. A ten tutaj jest po prostu straszny.


      Ktoś musi wejść do środka tego zasranego pokoju

      O ile się nie mylę, to oni urzędują koło wraku swojego statku. Więc skąd tu "pokój" nagle? Kajuta prędzej. Kokpit. Pomieszczenie, od biedy. Ale nie pokój, no ja bardzo proszę.


      Pięć potężnych, stalowych prętów, które kiedyś przytwierdzały pokrywę do ściany, teraz było wbitych w kruche ciało kolvirczyka.

      Nie wiedzieć czemu, przed oczami staje mi scena śmierci (drugiej) Trinity z Matrix Rewolucje...


      Vili wpiła swe drobne łapki w ostre krawędzie metalu, próbują nie dopuścić aby jej się wyślizgnął.

      Jak miała rękę zwichniętą, to czarno to widzę. Tu już nie chodzi nawet o odporność na ból. Po prostu jak się ma uszkodzoną kończynę, to zrobienie pewnych rzeczy jest fizycznie niemożliwe. Na złamanej nodze nie staniesz, choćbyś bólu nie czuł w ogóle. A podniesienie zwichniętą ręką ciężkiego jak diabli kawału metalu... no, wątpliwe to po prostu.


      Łzy popłynęły po policzkach

      Fałszywe to już z mojej strony, bo kiedy sobie wyobrażałem zachowanie Zhacka po ukatrupieniu Kaima (kiedy już siedzi w areszcie kilka godzin później), to najchętniej opisałbym, że łzy mu płynęły strumieniami... niemniej, jaszczur czy jakiś inny gad z gruczołami łzowymi - nie wiem, czy to ma ręce i nogi.


      Nol tym razem nie krzyknął, tylko zakasłał krwią i powoli przechylił głowę na bok. Vili widziała jak delikatnie oddycha, jednak nie otworzył oczu.

      Pewnie, że nie otworzył - najpierw musiał je zamknąć. Mały szczegół, ale jest.


      Pompował w martwe płuca haust powietrza za haustem, ale było już za późno.

      I on tu jest medykiem? Grubo. Bo ja, który medykiem zdecydowanie nie jestem, już się zastanawiam, co on odwala. Zamiast robić kolesiowi masaż serca, chucha mu w kółko dwutlenkiem węgla do ust.


      Usiadł na krawędzi wyspy, tuląc do siebie martwe, lodowate ciało.

      Trupy aż tak szybko nie stygną.

      Trochę już tego tekstu zeszło, wypada w końcu powiedzieć, że autor dziwnym trafem pisze nazwy wszystkich ras z małej litery, choć powinno być inaczej.
      Osoby używające więcej niż trzech wykrzykników lub pytajników naraz, to osoby z zaburzeniami własnej osobowości.
      Terry Pratchett

      Dopóki nie skorzystałem z Internetu, nie wiedziałem, że na świecie jest tylu idiotów.
      Stanisław Lem

      The post was edited 2 times, last by Der_SpeeDer ().

    • Nie podoba mi się też twoje jechanie po najmniejszej linii oporu i
      mówienie, że jak nam się fabularnie podoba, to "tobie styka". Naprawdę
      nie lepiej by było stworzyć utwór jak najdoskonalszy? Który nie tylko
      lepiej się będzie czytało, ale też lepiej się sprzeda? Notabene - nie
      mówiłbym na twoim miejscu wszem i wobec o twoich oczekiwaniach, iż
      zejdzie tego opowiadania ledwie kilkadziesiąt sztuk. Jak wydawca taką
      prognozę przeczyta, to może się zacząć poważnie zastanawiać, czy warto
      łożyć gotówkę (i to niemałą) na wydanie czegoś, co sam uważasz za
      produkt niszowy, i wolisz unikać starań, aby się stał czymś więcej.

      Powtarzam po raz kolejny i do zmordowania, ja to pisałem dla ludków z dawnego soja na ogame. NIGDY nie miało to być dzieło, ani tym bardziej coś lepszego. Więc skoro fabularnie się podoba, to naprawdę mi to wystarczy. Nie mam zamiaru tworzyć nowego nurtu S-F na polskim rynku i nigdy takiego zamiaru nie miałem. No bo po co się w tym babrać. Jak ktoś ma tak wielkie aspiracje to proszę, niech się bierze do dzieła. ja pisze dla frajdy pisania, dla zabawy, dla siebie i znajomych, a nie dla ogółu. A co do prognozy, to wystawił ja mi osobiście sam wydawca. Doskonale zdaje sobie sprawę z tego jak wygląda sytuacja książek na polskim rynku, a jest ona ponura.

      Poza tym, dziwi mnie jedno - skoro wydawnictwo Labiryntus reklamuje się
      jako takie, które sprzedaje książki o walorach edukacyjnych, to
      dlaczego padło na twoje opowiadanie, w którym - nie oszukujmy się -
      walorów edukacyjnych jest zgoła niewiele?

      Nie wnikam w to i nigdy nie wnikałem. Obstawiam ze robi to dlatego że razem porobiliśmy kilka rzeczy na jednym serwisie, tam gdzie go poznałem, oraz fabularnie tekst mu się spodobał. Innymi słowy robi to po znajomości, bo na pewno nie dla zarobku.


      Trochę już tego tekstu zeszło, wypada w końcu powiedzieć, że autor
      dziwnym trafem pisze nazwy wszystkich ras z małej litery, choć powinno
      być inaczej.

      Chce zauważyć że określenie "ten człowiek" czy "tych ludzi" również pisze się z małej litery, a odnoszą się jako nazwa własna do rasy. Dlatego więc podobne określenia odnoszące się do innych ras również piszę z małej. Nie widzę sensu aby pisac nazwy innych ras z dużej litery a tylko ludzi z małej.
      Uniwersum Andromeda -> Vermin
      Znany też jako Pająk Vermin Drake
      vermin.bloog.pl/ - tu są moje recenzje filmów/gier/książek i nie tylko :) Zapraszam do czytania i komentowania.
    • "Sitro" wrote:

      Chce zauważyć że określenie "ten człowiek" czy "tych ludzi" również pisze się z małej litery, a odnoszą się jako nazwa własna do rasy


      Ale już np. jaszczury - na określenie Varian - nie pisze się z dużej litery. Z kolei Terranie, podobnie jak i reszta nazw rasowych, jest pisana z dużej.




      Jego zwykle dokładnie uczesane włosy, były teraz ledwo przyklepane, zaś nienaganny mundur, cały wymięty.

      Słowo "nienaganny" się z "mundurem" poprawnie gramatycznie nie łączy.


      - Dokładnie przy nas, sir - odpowiedział nawigator, wysoki mężczyzna o rudych włosach i piegowatej twarzy.

      Aby była ścisłość, nawigatorem jest z reguły pierwszy oficer. A tym ostatnim mamy do czynienia chyba już od jakiegoś czasu. Więc skąd tu dopiero teraz opis postaci?

      I następnie... aj, ajajaj...


      - Każ wszystkim jednostką

      Tu zaliczyłem skręt kiszek. W generalnej ortograficznej poprawności, trafiają się od czasu do czasu błędy tak koszmarne, że głowa mała. Ponoć ów fragment to twoja ulubiona bitwa z całej powieści - mimo to nie zauważyłeś czegoś takiego?


      Ogłosić alarm pierwszego stopnia dla wszystkich jednostek. Ile mamy eskadr bombowych?

      Jak na dowódcę o sprawnym umyśle, Vinns zadaje iście absurdalne pytania. Toż to kuriozum, żeby dowódca nie wiedział, jakimi właściwie siłami rozporządza, i przypominał sobie o tym na minuty przed bitwą.


      - Za sześć sekund... pięć... cztery... trzy... dwa... jeden...

      Sekunda to jest rodzaju żeńskiego, nie zapominajmy o tym.


      Przed nosem Dark Huricane wyrósł niewielki myśliwiec, który wypalił ze swych działek laserowych.

      Taki drobiazg - "przed dziobem" byłoby bardziej adekwatne.


      Dark Huricane przeleciał ostrym slalomem pomiędzy kosmicznym gruzem,

      "Gruz" jest terminem odnoszącym się do pozostałości po zabudowaniach. Do ciał niebieskich zaś nie pasuje.
      Rzecz jasna, możesz użyć go w znaczeniu potocznym - bylebyś za często tego nie robił, tak jak z tym niebem.


      Jednak w tym samym momencie na jego drodze wyrósł potężny krążownik liniowy, zasypując ich gradem pocisków plazmowych.

      Tu zmieniłeś osobę ze statku na jego załogę.


      Lecz nim skończył seria laserowych pocisków ugodziła w kadłub koło działka.

      "Pocisk" to się odnosi do głowicy broni balistycznej. Laser takową nie jest.


      Spojrzał na niego, z pytającym wzrokiem

      To "z" jest tu niepotrzebne. Przecinek też, ale to już na marginesie.


      Błyskawicznie ich opatrzono, założono opatrunki i szwy. Vili założono na ogonie, w miejscu złamania metalowe szyny, które usztywniły spory kawałek, pozwalając się zrosnąć kością. John, nie chciał puścić martwego ciała brata. Ostatecznie Lidiszi namówił go do tego i pozwolił samemu złożyć ciało Nola do czarnego worka.

      O ile się nie mylę, prowadzisz tutaj akcję z punktu widzenia Riviniego, który nie zna Vili i ekipy z imion. Więc dlaczego teraz takowymi operujesz? Byłoby to zrozumiałe, gdyby się mu delikwenci przedstawili, ale nie napomknąłeś tutaj o takiej scenie, więc Rivini wiedzę o ich tożsamości zdaje się brać tak jakoś znikąd.


      - Mój prom ma, a raczej miał, niestandardowy napęd konwencjonalny, pozwalający mu na krótki czas osiągać bardzo wysokie prędkości, rzędu kilku G-ie.

      Po pierwsze, G nie określa prędkości, tylko przyspieszenie. Jest to znacząca różnica.
      Po drugie, o jakie G tutaj chodzi? A, nie, czekaj - na co w końcu narzekamy z Kefką, jeśli o dominację kulturalną jednej z ras chodzi... :>

      Ciekawostka - wspomniany już raz przeze mnie Pirx korzystał w jednym z opowiadań z awaryjnego napędu, który dawał mu momentalnego i krótkotrwałego kopa w postaci aż dziesięciu g. Więc te kilka, dla kogoś, kto czytał Lema, nie jest liczbą imponującą.


      - Szczerze? Multum, ale każda dziwniejsza od poprzedniej - przyznał Lidiszi z rezygnacją. - Nie mam bladego pojęcia jakim cudem udało im się rozpędzić szczątki satelity do tak fenomenalnej prędkości. Widzieliśmy tylko jak cos elipsowatego wryło się przez ruiny stacji w głąb księżyca i potem nastąpiła oślepiająca eksplozja.

      Wcześniej Lidiszi od razu to rozpoznał i nawet nadał temu nazwę - bomba kwantowa - a teraz okazuje się, że jednak nie ma bladego pojęcia. No to jak w końcu?


      - Czyli niewesoło - podsumował Rivini. - Choć może to ustrojstwo, zgasi do końca ten cholerny pożar, abyśmy mogli się przebić do bazy.

      Jakie znowu ustrojstwo? Jeśli chodziło o ów deszcz, spieszę z wyjaśnieniem, że "ustrojstwo" oznacza w mowie potocznej "urządzenie". Tylko. I wyłącznie.
      Osoby używające więcej niż trzech wykrzykników lub pytajników naraz, to osoby z zaburzeniami własnej osobowości.
      Terry Pratchett

      Dopóki nie skorzystałem z Internetu, nie wiedziałem, że na świecie jest tylu idiotów.
      Stanisław Lem
    • Der_SpeeDer wrote:

      Ale już np. jaszczury - na określenie Varian - nie pisze się z dużej litery. Z kolei Terranie, podobnie jak i reszta nazw rasowych, jest pisana z dużej.
      Pozwolę sobie na wyrażenie innej opinii. Nazywać Varian jaszczurami, to tak, jak nazywać ludzi ssakami - nie ma związku z kwestią rasy. Generalnie uważam, że nazwy ras powinno pisać się z małej litery - "ludzie" to póki co jedyna istniejąca taka nazwa, ale skoro pisze się z małej, to przez uogólnienie powinno się tak pisać wszystkie inne. Z Terranami sprawa jest inna, jest to nazwa odnosząca się do miejsca pochodzenia (Terra czyli Ziemia), a te piszemy z dużej (Polak, Ślązak, Krakowianin, itd.). Tak więc zależy, czy dana nazwa wzięła się od macierzystej planety danej rasy, czy jest abstrakcyjnym słowem, którym ta rasa się określa.
      Dziękuję za uwagę :D.

      Sekunda to jest rodzaju żeńskiego, nie zapominajmy o tym.
      A może po prostu postać przeszła od sekundy do generycznego odliczania? Ja bym tak zrobił.

      Noo, Sitro, powiedz jaki będzie ten morał. Możesz mi na PW wysłać.
    • Kefka 255_06 wrote:

      Nazywać Varian jaszczurami, to tak, jak nazywać ludzi ssakami


      Jeśli już, to małpami...

      Kefka 255_06 wrote:

      Z Terranami sprawa jest inna, jest to nazwa odnosząca się do miejsca pochodzenia (Terra czyli Ziemia[ot, odkrycie - Der]), a te piszemy z dużej (Polak, Ślązak, Krakowianin, itd.). Tak więc zależy, czy dana nazwa wzięła się od macierzystej planety danej rasy, czy jest abstrakcyjnym słowem, którym ta rasa się określa.


      W takim układzie spraw, o ile Varianie jeszcze się pod tym względem bronią (planeta macierzysta - Boliorit), o tyle Ovianie już nie (planeta macierzysta - Oviart).

      Kefka 255_06 wrote:


      Dziękuję za uwagę :D.


      Chrrr... Hę? Jak? Zaraz... co... coś mówiłeś?

      Kefka 255_06 wrote:


      Noo, Sitro, powiedz jaki będzie ten morał. Możesz mi na PW wysłać.


      Ty to lepiej ponów prośbę o to dłuuuugie wyjaśnienie odnośnie tego, dlaczego Niszczyciele walczą jak idioci.

      No i wytłumacz się, jak to się stało, że ty - forumowy fizyk - nie zauważyłeś gwałtu Sitro na fizyce w postaci używania g jako jednostki PRĘDKOŚCI, i dopiero ja teraz zwróciłem na to uwagę? :>







      Wielki jaszczur o zielono-szarej łusce budził w swych podkomendnych niepokój, mimo iż miał naprawdę łagodny charakter.

      No, kurde, rozumiem, gdyby to było moje uniwersum, gdzie jest generalna nietolerancja rasowa, ale u ciebie?
      Żartuję ofkoz.


      Miesiąc potem miał wrócić z powrotem

      To jest zjonizowana plazma jakaś, jak dla mnie. A po ludzku masło maślane.


      Dwadzieścia minut temu, gdy Niszczyciele wychodzili z podprzestrzeni, zupełnie zaskoczeni nagłym atakiem, było ich niemal stu.

      W tym momencie mi się osoby pokałapućkały. Kogo było stu? Mniemam, że Terran i Horionów (a ściślej rzecz biorąc ich okrętów). Ale kto był zaskoczony atakiem? Może rzeczeni Terranie i Horionie, bo w końcu minutę temu Niszczycieli nie było, a minutę później byli. Jeśli zaś, na co wskazuje składnia, chodziło o Niszczycieli, to jaki, kurczę, atak? Vinns i ferajna to się bronią, nie atakują.


      Jednak jego oddział nie uległ temu obrazowi totalnej klęski. I nie miał zamiaru tego zrobić.

      Mówienie o zamiarach w odniesieniu do jednostki wojskowej... no, po prostu jakoś tak kuleje tutaj ten styl.


      Marf nic nie odpowiedział tylko wybrał swoich podkomendnych i zabrał się do tego w czym był najlepszy. Zabijaniu.

      Wybrałeś zły przypadek dla tego rzeczownika.


      A jakby tego było mało, rozwaliło zbiornik z olejem do smarowania silnika,

      Po polsku: z olejem smarowniczym.


      Odczołgał się na bok, oparł o ścianę i drżącymi dłońmi obwiązał szybko jakąś szmatą ranę na nodze

      A skąd ową szmatę wziął? Polecam napisać po prostu, że wydarł materiał z ubrania.


      Olivier, w na pół spalonym kombinezonie, z odkrytą, poparzoną głową i sterczącym w piersi kawałkiem metalu, wyglądał jak potępiona dusza.

      Zaiste, wobec tak już górnolotnego porównania nie mogę zrobić nic innego, jak rozłożyć ręce.


      Gródź się otworzyła, tony deuteru popłynęły rurami i wystrzeliły w kosmiczną próżnię, zapalając się niemal natychmiast.

      Nieee, no, a to co to ma być? Próżnia w roli zapalnika? Pomysł ze spuszczanym paliwem, które się zapala, jest poza tym kompletnie bez sensu z żałośnie banalnego powodu - jeżeli wylatujące na zewnątrz paliwo (łatwopalne jak diablo) już się pali, uciekając na zewnątrz, to w smutnej szarej rzeczywistości (nawet tej wymyślonej) ogień błyskawicznie przerzuciłby się poprzez strumień wyciekającego paliwa wprost do zbiornika. Bum.


      - Powiedziałem, zamknij się gnoju. Nie będziesz mi tu kolejnego bohatera odstawiał.

      A kto przed nim bohatera odstawiał w tym konkretnym fragmencie? Z jakiej pietruchy owo "kolejnego" się tu wzięło?


      Zabrali obu mężczyzn do mesy, gdzie był prowizoryczny polowy szpital.

      Okręt wojenny, i nie mają na nim najzwyklejszego w świecie lazaretu? Co ich skłania do zakładania szpitala w mesie? To byłoby zrozumiałe, gdyby lazaret już był przepełniony - ale o tym należy najpierw wzmiankę umieścić, a nie pisać z bańki o "prowizorycznym polowym szpitalu".


      Jego rozmyślanie przerwał nagle widok pancernika wroga, który pojawił się znienacka przed dziobem Aresa.

      Ciężki okręt wojenny, długości kilometra czy dwóch, znienacka nijak się nie może pojawić.


      Celnie wymierzone pociski plazmowe i jonowe

      Pociski plazmowe jeszcze jako takie mogą być. Jonowe - ni cholery. Działo jonowe to jest wiązka, nijak się pocisku z tego wystrzelić nie da, tak jak się pocisku z lasera nie wystrzeli. Pominę już fakt, że żadna z tych broni to nie broń balistyczna.


      Marcus niemal natychmiast zrobił śrubę myśliwcem po czym włączył dopalacze.

      Manewr, o którym mowa, nazywa się w rzeczywistości "beczka". Choć i tak szczęście, że nie postanowiłeś popełnić podobnego w tej materii błędu, co mntek (który uznał - niestety, grubo się przy tym myląc - że "korkociąg" i "beczka" to są synonimy).


      Zniszczyli przeciwnikowi ponad osiemdziesiąt okrętów i dziesiątki skrzydeł myśliwskich oraz bombowych, a mimo to wydawało się iż Niszczyciele nawet nie odczuli tej straty.

      Niby tak, ale jeśli owi Niszczyciele muszą stracić ponad osiemdziesiąt okrętów, żeby ich zniszczyć około sześćdziesiąt, to mają naprawdę poważne kłopoty, skoro postanowili się bić z aż siedemnastoma nacjami, które w myśl zdrowego rozsądku powinny mieć takich flot dziesiątki. Tak jak wcześniej mówiłem - zamiast takiego zergowania, przydałoby się, aby okręty Niszczycieli były faktycznie niszczycielskie.


      Korsyndiusz stracił oba swe pancerniki osłonowe, jednak również pozostał na polu walki, chroniąc to co pozostało z X Floty Terrańsko-Horiońskiej. Jak mógł się łudzić, że mają szansę wygrać. Jak mógł być tak głupi.

      Kto? Korsyndiusz, czy Vinns?


      Łącz mnie z tymi debilami, dlaczego zawsze trafiają mi się samobójcy.

      Interpunkcja - niech ci już będzie. Ale dzielenie tekstu poprawnie na zdania? No, daj spokój.


      Mat odebrał swemu adiutantowi lornetkę i spojrzał w wskazane miejsce.

      Lornetkę?! No, na litość, a skąd tu oni jeszcze lornetki mają, na statkach kosmicznych budowanych tysiąc pięćset lat do przodu?
      Osoby używające więcej niż trzech wykrzykników lub pytajników naraz, to osoby z zaburzeniami własnej osobowości.
      Terry Pratchett

      Dopóki nie skorzystałem z Internetu, nie wiedziałem, że na świecie jest tylu idiotów.
      Stanisław Lem
    • Der_SpeeDer wrote:

      Kefka 255_06 wrote:

      Dziękuję za uwagę :D.
      Chrrr... Hę? Jak? Zaraz... co... coś mówiłeś?
      Proszę, nie przypominaj mi ostatnich wykładów...

      Ty to lepiej ponów prośbę o to dłuuuugie wyjaśnienie odnośnie tego, dlaczego Niszczyciele walczą jak idioci.
      No, szczerze mówiąc, to już zapomniałem o całej tej sprawie, nie spodziewałem się, że Sitro w ogóle wróci. No więc Sitro, proszę o moje dłuuugie wytłumaczenie. I morał ;). Bardzo proszę?

      No i wytłumacz się, jak to się stało, że ty - forumowy fizyk - nie zauważyłeś gwałtu Sitro na fizyce w postaci używania g jako jednostki PRĘDKOŚCI, i dopiero ja teraz zwróciłem na to uwagę? :>
      Gorzej nawet, duże G, to stała grawitacyjna, to już w ogóle nie ma sensu. Czemu nie zauważyłem? Może czytałem niedokładnie i myślałem, że chodzi mu o przyspieszenie? Może myślałem, że chodzi mu o jakąś inną wielkość (w końcu było duże G, a przecież nikt nie użyłby w tym kontekście stałej grawitacyjnej, prawda? Prawda?), a może po prostu mi to zwisało... tak jak bomba kwantowa, itd.

      Pociski plazmowe jeszcze jako takie mogą być. Jonowe - ni cholery. Działo jonowe to jest wiązka(...)
      Po pierwsze, działo to działo, a wiązką może co najwyżej strzelać (yay, czepianie się słówek :D), po drugie - a skąd wiesz? Ostatnim razem jak sprawdzałem, nie zbudowano jeszcze militarnego działa jonowego, czemu zakładasz, że będzie ono wyglądało w ten a nie inny sposób?

      Lornetkę?! No, na litość, a skąd tu oni jeszcze lornetki mają, na statkach kosmicznych budowanych tysiąc pięćset lat do przodu?
      No co ty, soczewki są stylowe :D.
    • Kefka 255_06 wrote:


      Proszę, nie przypominaj mi ostatnich wykładów...


      Stary, ja ledwie przedwczoraj dostawałem kompletnej histerii (objawiającej się m.in. napadami niekontrolowanego śmiechu) przed egzaminem komisyjnym z prawa cywilnego, a ty mi tu o wykładach jęczysz? :>

      Kefka 255_06 wrote:


      Po pierwsze, działo to działo, a wiązką może co najwyżej strzelać (yay, czepianie się słówek :D), po drugie - a skąd wiesz? Ostatnim razem jak sprawdzałem, nie zbudowano jeszcze militarnego działa jonowego, czemu zakładasz, że będzie ono wyglądało w ten a nie inny sposób?


      Powiedzmy, że to wpływ sentymentów. Pierwsze działa jonowe, jakie ujrzałem w akcji, to te z gry Homeworld (kurczę, muszę w końcu do tej gry kiedyś powrócić). Tam strzały z nich przybierały postać pięknej wiązki, smażącej kadłuby okrętów, no i ten dźwięk, mrrr... Tak więc żadnej innej wizji działa jonowego po prostu nie przyjmuję.








      - Nie Wrzeszcząca tylko Wyjąca - poprawił go pospiesznie Zoltar. - To bomba magnetyczno-akustyczna. Pozwala na użycie fali dźwiękowej w próżni, gdyż przenosi się ona na fali magnetycznej.

      Pomysł ów został swego czasu dostatecznie zjechany przez Kefkę, więc zmilczę :> .


      - To on je buchnął.
      - To on mi kazał.

      Przydałoby się powiedzieć od razu, kto co mówi, a nie po czasie. Pozwala to lepiej się połapać w dialogu.


      - Co takiego?! Przecież wysłano tam całą flotę variańsko-kolwirską, łącznie z tym jednym ich super niszczycieli.

      Kiedy czytałem to ostatnie zdanie w pierwotnej wersji "Piekła...", wyglądało źle. Teraz nadal tak wygląda - to nie jest po prostu kwestia interpunkcji, tutaj składnia i szyk wyrazów kuleje.


      - Dupę uratował właśnie im ten super niszczyciel varianów.

      To zdanie zresztą też jak koszmarne było, tak nadal jest.
      No i przydałoby się dołożyć do tekstu finalnego jakis opis tamtejszej bitwy. Raz, że byłaby jeszcze jedna scenka batalistyczna, a dwa, że miałeś tu możliwość ukazania niszczycielskości Niszczycieli, skoro rozwalili flotę, która liczyła - nie to, co ta zbieranina Vinnsa - grubo ponad pięćset okrętów, w tym - no właśnie - ten cały superniszczyciel. Nie wykorzystałeś owej szansy.


      - Albo kiepskiego filmu - zaśmiał się Richard. - Pogadamy poważniej o tej sprawie jak wylądujecie na Astrze. Kazałem przygotować już dla was hangar. Numer szósty.

      Swoją drogą, poleciłbym zmniejszyć rozmiary demolki, jakiej dokonali Alan i ekipa w bazie Gamblera. Jak na razie powoduje ona wrażenie, że coś zbyt łatwo Richard zmienił do nich nastawienie.


      Roboty. Walczyli z maszynami, to aż się nie mieściło w głowie. Cała ich inteligencja oraz spryt okazały się nie wystarczające, aby móc pokonać wroga, sterowanego przez zwykłą iskrę.

      Precedensy były (ot, Terminator, Matrix, by nie wspomnieć o wielu dziełach mniej znanych), nie ma co robić z igły wideł.


      - Bo roboty nie zbierają rannych z pola walki - i powiedziawszy to włączył nagranie z bitwy, na której widniał płonący krążownik.

      W trakcie szaleńczej ucieczki, kiedy ich życie wisiało na włosku, mieli jeszcze czas i okoliczności na strzelanie zdjęć? No, weź, daj takie info do jakiegoś innego fragmentu, np. tego po bitwie w Dovos.
      Osoby używające więcej niż trzech wykrzykników lub pytajników naraz, to osoby z zaburzeniami własnej osobowości.
      Terry Pratchett

      Dopóki nie skorzystałem z Internetu, nie wiedziałem, że na świecie jest tylu idiotów.
      Stanisław Lem

      The post was edited 1 time, last by Der_SpeeDer ().

    • Chciałbym zaprezentować rysunek, autorstwa mojej dobrej koleżanki Aleksandry Martul, który jest suchą formą okłądki "Piekła kosmosu". Przód to maska, tył okładki to księżyc z ową tajemniczą planetą w oddali. Już niedługo powinna ukazać się w pełni poprawiona i przygotowana okładka wraz wszystkimi napisami. Wraz z autorką rysunku czekamy na pierwsze wasze wrażenie :)

      Uniwersum Andromeda -> Vermin
      Znany też jako Pająk Vermin Drake
      vermin.bloog.pl/ - tu są moje recenzje filmów/gier/książek i nie tylko :) Zapraszam do czytania i komentowania.
    • Yo, ho.

      Rozumiem, że mogę mówić otwarcie? Koleżance gratuluję talentu (gdybym miał równie zdolnego i równie chętnego rysownika u boku, to bym już pewnie wybłagał go o cały slideshow Sthresian i reszty ras :> ), co się zaś tyczy samego projektu okładki, znowu narzekać można na to ubóstwo. Naprawdę, przydałaby się jakaś flota ponad tą planetą, a nie tylko pusta przestrzeń. Miło, że wiem wreszcie, jak wyglądają mordy Niszczycieli, bo wcześniej to tam było takie niewiadomoco.

      "Sitro" wrote:


      Przód to maska, tył okładki to księżyc z ową tajemniczą planetą w oddali


      Tą tajemniczą planetą, na której urzędują Vili i ekipa?
      Bo żadna inna jak na razie na myśl mi się nie nasuwa.





      - W gruncie rzeczy to dziewięć, sir - dodał cicho Frank.

      Prędzej już "ma'am". Którego to słowa zresztą gdzieś indziej miast "sir" użyłeś.


      - Boże wszechmogący. Kim oni są.

      To było stwierdzenie, czy pytanie? Przecinki można ci już wybaczyć, skoro twierdzisz, że sobie z tym nie radzisz, ale nie wstawiać znaków zapytania?


      Mat przeczytał komunikat, zmiął kartkę i rzucił za siebie. Usiadł w swoim fotelu, wbijając ponure spojrzenie w podłogę. Po chwili przywołał pierwszego oficera, krótkim gestem dłoni.

      Nie lepiej było wezwać kapitana flagowego? To samo zresztą tyczy się Sary - dowódcy flot nie są bezpośrednio kapitanami okrętów. Mają po prostu kapitanów flagowych.


      - Korsyndiuszowi padł napęd podprzestrzenny. Wyszli z tunelu dwanaście kilometrów od nas i nie mogą się ruszyć.

      Dwanaście kilometrów to w próżni bardzo niedaleko. Najprawdopodobniej widzieliby "Korsyndiusza" gołym okiem.


      Ustawiamy się wokoło Korsyndiusza i przyjmujemy kapsuły ratunkowe, tak długo jak się da.

      Nie wokoło, tylko dookoła, na litość...


      Lekarz osłuchał, na wpół przytomnego człowieka, a kiedy wstawał zaczepiła go pielęgniarka.
      - Przeżyje?

      A co, to pielęgniarka sama tego ocenić nie umie?


      Dowództwo pewnie uzupełni ich szeregi, jak w końcu wydostaną się z tego piekła, ale to nie będzie już ten sam zespół. O ile w ogóle się stąd wydostaną.

      Nie. Po prostu nie.
      Trudno mi to sprecyzować, ale jedno zdanie z drugim się "nie klei". Bo w jednym zdanie o wydostawaniu się jest zdaniem podrzędnym, a potraktowałeś je, jakby było nadrzędnym.


      - Goliat, daruj sobie ten nadmierny pesymizm - przystopował go dowódca.

      "Nadmierny pesymizm" brzmi jakoś tak nie bardzo w ustach (pysku?) wojskowego. Z kolei "przystopował" to wyrażenie, które nie przystoi narratorowi.


      Kilka minut później mknęli już po rozgwieżdżonym niebie

      Sitro, do jasnej cholery. Oni nie są w samolotach, a kosmos to nie niebo. Wywal część tych "nieb", i to sporą, bo taką przenośnię od czasu do czasu wprawdzie stosować można, ale ty stosujesz ją w nadmiarze, i to najwyraźniej w przeświadczeniu, iż jest to poprawne nazewnictwo.


      - Skoro mamy do czynienia z robotami, to oznacza że coś lub ktoś nimi steruje. Jeśli zniszczymy matrycę, pokonamy je wszystkie za jednym zamachem.

      MATRIX, hehehe...
      Sorry, nie mogłem się powstrzymać :D .
      Osoby używające więcej niż trzech wykrzykników lub pytajników naraz, to osoby z zaburzeniami własnej osobowości.
      Terry Pratchett

      Dopóki nie skorzystałem z Internetu, nie wiedziałem, że na świecie jest tylu idiotów.
      Stanisław Lem
    • Speeder czepiasz się jak zwykle. Gdyby na okładce była flota to by było ZA DUŻO elementów i byłby bajzel. Zauważyłem ze w wielu (bez urazy) wypadkach czepiasz się bez sensu, jakbyś nie miał wyobraźni. Bo nie jest opisane ten czy tamten szczegół. Rusz trochę wyobraźnią i stwórz w kopułce sobie obraz. Książka ma właśnie takie zadanie. Gdybym miał opisywać wszystko tak jak radzisz to by czytelnik kompletnie nie musiał myśleć, a to błąd.

      Owa planeta to może być cokolwiek chce czytelnik. Dla mnie to akurat nie ta planetka na której jest Villi i ekipa, ale może być nią dla kogoś innego.

      Pielęgniarka, naprawdę wie mniej od lekarza.

      To że widzą za sobą "Korsyndiusza" (imo jeden z ciekawszych okrętów który się jeszcze pojawi w całej sadze) to nie znaczy że widzą od tak napęd podprzestrzenny.

      Aha i w pisarstwie czy mowie potocznej określenie kosmiczne niebo/nieboskłon jest poprawne i dopuszczalne. Pytałem w wydawnictwie.


      EDIT!!!!
      Zmieniam następujące typy klas okrętów w opowiadaniu

      - wszystkie statki które były krążownikami stają się fregatami (wszelkiej maści)
      - wszelkie główne okręty flagowe które były niszczycielami stają się teraz krążownikami liniowymi
      - część starych pomniejszych fregat (w tym głównie torpedowe) staje się korwetami
      - znaczna część dużych rozmiarowo niszczycieli i pancerników staje się od tej chwili krążownikami liniowymi
      - dochodzi klasa bombowców oblężniczych - duże okręty klasy B, posiadające od 3 do 5 ciężkich dział plazmowych dalekiego zasięgu. Działa są zamontowane na dziobie, "skrzydłach" i głównej osi okrętu. Posiadają dodatkowe silniki sterujące, aby utrzymać okręt na odpowiedniej pozycji w próżni.

      Z czasem dodam spis podziału klas i nazw okrętów w danych rasach (jakie pojawiają się w książce).
      Uniwersum Andromeda -> Vermin
      Znany też jako Pająk Vermin Drake
      vermin.bloog.pl/ - tu są moje recenzje filmów/gier/książek i nie tylko :) Zapraszam do czytania i komentowania.

      The post was edited 1 time, last by Sitro ().

    • Sitro wrote:

      Speeder czepiasz się jak zwykle.


      Będę się czepiał więcej i lepiej! :> Niech sobie autorzy żadni nie myślą, że wolno im wcisnąć czytelnikom, co im się podoba, a oni słowa na to nie powiedzą.

      Sitro wrote:


      Gdyby na okładce była flota to by było ZA DUŻO elementów i byłby bajzel.


      Eeee, przesadzasz, to przecież żaden problem.

      Sitro wrote:


      Pielęgniarka, naprawdę wie mniej od lekarza.


      Co nie zmienia faktu, że też studia kończyła i ma wyższe wykształcenie.

      Sitro wrote:


      To że widzą za sobą "Korsyndiusza" (imo jeden z ciekawszych okrętów który się jeszcze pojawi w całej sadze) to nie znaczy że widzą od tak napęd podprzestrzenny.


      Chodzi mi o to, że cała tamtejsza wymiana zdań wyglądała tak, jak gdyby "Korsyndiusz" był dalekooo od nich. A raczej nie jest. Według Lema (tak, znowu on) kilkanaście kilometrów to w próżni wręcz prędkość niebezpieczna - choć i tak nie aż tak niebezpieczna, jak kilka. Jak to było, kiedy bohater jego opowiadania odkrył, że ściga obiekt znajdujący się od jego rakiety rzekomo o cztery kilometry? "To tak, jakby ktoś znalazł się, jadąc bardzo szybko samochodem wyścigowym, o kilka milimetrów od innego auta - odległość taką uważa się w próżni za równie niedozwoloną i niebezpieczną".

      Sitro wrote:


      Aha i w pisarstwie czy mowie potocznej określenie kosmiczne niebo/nieboskłon jest poprawne i dopuszczalne. Pytałem w wydawnictwie.


      To, że jest dopuszczalne, sam wiem. Ale nie jako permanentne zastępstwo dla prawidłowego terminu.






      Nawigator nie odrywając wzroku pokazał palcem do góry.

      Przydałoby się powiedzieć, że w ogóle w górę patrzył.


      - Bo właśnie znaleźliśmy ich dżipa - wyjąkał Sol, gapiąc się przerażony na masywny samochód pięć metrów nad nimi, oplątany dziwnym bluszczem.

      Jeśli to był jeep, to jakiś bardzo wyjątkowy. Jeepy z definicji nie są masywne - to lekkie pojazdy do poruszania się w dowolnym terenie.


      Z wnętrza wraku wystawały zmasakrowane, wysuszone zwłoki dwóch variańczyków w poszarpanych mundurach.

      Rzecz jasna, wciąż pamiętam z poprzedniej lektury, co tu się wyrabia. Więc proszę mi tu i teraz wyjaśnić, dlaczego owe zwłoki znajdowały się w takim stanie? Skoro te mięsożerne rośliny łapały ich i w całości wlokły do "pysków", żadnych ciał nie powinno być w ogóle. Nawet gdyby jakieś zwłoki się ostały, nie mogłyby przypominać mumii po ledwie kilkudziesięciu minutach dyndania. Poszarpane mundury to już w ogóle nie wiem, skąd się wzięły.
      Nie powiem, może i obraz wysuszonych zwłok w poszarpanych ciuchach, wystających z kabiny pojazdu, jest sugestywny, ale w tej konkretnej sytuacji kompletnie bez sensu.


      Sol wytrzeszczył oczy z przerażenia na widok przerażającej rośliny

      Yes, yes, Captain Obvious. Na widok przerażającej rośliny przerażenie można odczuwać.


      - Aż tyle wam zapłacił? - zdziwił się szczerze Gambler. - Ten stary konował i sknera wybulił na was dziesięć baniek.

      Aby była ścisłość, "konował" to jest pogardliwe określenie pracownika służby zdrowia, tj. lekarza. Do Odariona, który z zawodu jest wojskowym, nijak nie pasuje.


      - A więc jak każdy wie podprzestrzeń jest czwartym wymiarem, w którym czas płynie zdecydowanie szybciej.

      Czwartym wymiarem to jest po prostu czas. Gdzie czas zdecydowanie nie płynie szybciej.


      To umożliwia nam dalekie podróże w bardzo krótkim przedziale czasowym, gdyż okręty przemieszczają się z prędkością niewyobrażalnie szybszą od światła.

      Prędkość to może być większa od prędkości światła, a nie szybsza.


      - To są tylko krótkie zaburzenia energii w tunelu - odparła Kate. - A czarna dziura to zazwyczaj coś stałego co pochłania masę i energię...
      - A potem wyrzuca w innym miejscu - dokończył za nią Zak. - Czyli jest to swego rodzaju skrót z konkretnego miejsca do konkretnego miejsca. No chyba, że mamy do czynienia ze skoczkiem, co jednak jest raczej rzadkością.

      Cytując za Kefką, mam nadzieję, że to coś nie ma nic przeciwko byciu sprasowanym. No, dobra, OK, dużo było całkiem filmów/książek/gier z wchodzeniem w czarną dziurę, ale nie zmienia to faktu, iż jest to bzdura.


      Drugi trzymając przerzuconą przez ramie pierwszego rękę, pokazywał palcami symbol zwycięstwa, a zwisający z kącika ust, nadawał mu tylko szelmowskiego wyglądu.

      Żeby tak chociaż było wiadomo, CO zwisało mu z kącika ust i CO nadawało mu tym samym szelmowskiego wyglądu.


      - Wiesz, jestem variańczykiem, a nasz gatunek słynie z tego, że oprócz gadziego wyglądu, mamy też burzliwy temperament. Jednak na tak posrany pomysł nigdy bym nie wpadł.

      Mogę w tym miejscu zapytać, gdzie związek? Co ma wspólnego gadzi wygląd i burzliwy temperament z posranymi pomysłami?


      - Tak. Mi też - stwierdził z irytacją w głosie Volik. - Zajmij się ogłoszeniem alarmu na planecie i w stoczni, Pełna gotowość bojowa na wszystkich stanowiskach. Cała planeta ma przygotować się do ewakuacji ludności cywilnej, pełna mobilizacja wojsk. Ja zajmę się ściąganiem pomocy.

      I tu mamy pewien uciążliwy, dość poważny szkopuł. Otto Volik, kapitan - a zatem oficer niższej szarży - może tak po prostu kazać ogłosić alarm na całej planecie i wydawać rozkazy, do których dostosować się mają również wszystkie placówki wojskowe - i nie tylko wojskowe - na tej samej planecie? Z których część - jak się w jednym z późniejszych rozdziałów okazuje - dowodzona jest przez ludzi i nieludzi o wyższym od kapitana stopniu?
      Naprawdę nie lepiej było zrezygnować ze stoczni, i akcję umieścić w jakimś lokalnym centrum dowodzenia, a Volika i Voxa obdarzyć wyższymi rangami?
      Osoby używające więcej niż trzech wykrzykników lub pytajników naraz, to osoby z zaburzeniami własnej osobowości.
      Terry Pratchett

      Dopóki nie skorzystałem z Internetu, nie wiedziałem, że na świecie jest tylu idiotów.
      Stanisław Lem
    • Niech Sitro sobie nie myśli, że brak kolejnych wypowiedzi mnie powstrzyma :> .


      To co ujrzała załoga konwoju, przerosło ich najśmielsze oczekiwania.

      "Najśmielsze oczekiwania" to mają wydźwięk daleki od pejoratywnego. A taki bardzo by się w tej konkretnej sytuacji przydał. O wiele lepiej zabrzmiałoby tutaj "najgorsze obawy".


      Kilka łazików działa i jeden pojazd opancerzony.

      No, co z tym pojazdem opancerzonym? Gramatyka tego zdania kuleje.


      variańczyk spoglądał przerażonym wzrokiem na swego zastępcę i zięcia w jednej osobie.

      To się nazywa "nepotyzm", i już dziś jest źle widziane. Zresztą skąd tu zięć nagle? Myślałem, że Rivini to mąż jego siostry, a nie ojciec jego żony.


      - Wydałem już stosowne rozkazy

      Nawet wśród Variańczyków są dżentelmeni.


      Lidiszi ma stopień kaprala i jest mechanikiem myśliwskim.

      Jeżeli Lidiszi służy we flocie, to nie może mieć stopnia kaprala. Prędzej mata.


      Za nim na srebrzystym, terenowym wózku inwalidzkim

      Chce mi się śmiać za każdym razem, kiedy to czytam. Nie wspomnę już o tym, jakie to te rasy mają zaawansowane zdobycze techniki w niektórych dziedzinach.


      - To bardzo przypuszczalne dane - dodał John.

      To bardzo nieadekwatny epitet.


      Po drugie na terenie bazy nie ma ani jednej substancji organicznej. Zniknęły wszelkie ciała, roślinność i zapasy żywności.

      Z tą roślinnością to bym nie przesadzał. Rzecz się dzieje pośrodku dżungli i owe przerośnięte mrówki miały wszędzie dookoła mnóstwo roślin do dyspozycji - a chciało im się wyłuskiwać kwiatki z doniczek?


      Mamy poważny problem, a wy żrecie się jak jakieś niewyżyte dzieci z nadmiarem testosteronu.

      Sitroooooo... rozumiem, zapożyczanie ludzkiej kultury, rozumiem, ludzkie imiona, rozumiem, ludzkie stopy metali... ale, na litość Boską, ty za każdym razem bijesz w tej materii kolejne rekordy - tym razem mamy ludzki hormon, element ludzkiej biologii, dalece odmiennej od variańskiej? I to Vili - Variance - niby przyszło do głowy, że jej kolegom - też Variańczykom - miałby akurat testosteron huczeć w głowie?


      - Lid, przestań - skarciła go Vili, widząc narastający gniew na twarzy dowódcy kolonii.

      Kurde, stop. Kolejny babol, który powinienem był wcześniej zauważyć. Taki w tonie wcześniejszego, z Volikiem i Voxem. Rivini - koleś w stopniu majora - dowodzi tylko pomniejszą placówką (no, dwiema może), podczas gdy za dowódcę całej ekspedycji robi(ł) koleś w randze KAPITANA?


      - Ty mi już tu nie filozofuj. Dobra wciągajcie tego rupiecia! - ryknął do mikrofonu w swym kombinezonie, starszy komendant Lifertown.

      Kolejne imię wstawione nie tam, gdzie trzeba. Powinno być doklejone do tej wypowiedzi o kupie złomu.
      Osoby używające więcej niż trzech wykrzykników lub pytajników naraz, to osoby z zaburzeniami własnej osobowości.
      Terry Pratchett

      Dopóki nie skorzystałem z Internetu, nie wiedziałem, że na świecie jest tylu idiotów.
      Stanisław Lem
    • Poniżej ostateczna wersja okładki



      Książka ukaże się ostatecznie z końcem zimy 2010 roku. Okładka miękka, ilość stron w formacie A5 około 300, może ciut więcej. Dokładną datę premiery podam pewnie z końcem stycznia. 8-)
      Uniwersum Andromeda -> Vermin
      Znany też jako Pająk Vermin Drake
      vermin.bloog.pl/ - tu są moje recenzje filmów/gier/książek i nie tylko :) Zapraszam do czytania i komentowania.
    • Cóż, mogę tylko powiedzieć, że postaram się nabyć, jak się pojawi.
      A póki co...





      - Właśnie wykryliśmy w podprzestrzeni zbliżającą się do nas flotę wroga - pospieszył z odpowiedzią.

      Kto? Foriet? Z kontekstu tak nie wynika, ale z gramatyki tak.


      - Wyjdą pięć kilometrów od stacji, za jakieś siedem minut.

      I łup! - prasną w stację, nie mając szans wyhamować na takim niebezpiecznie małym (w próżni) dystansie.


      - Ustawić główne okręty bokiem do punktu wyjścia nieprzyjaciela

      "Główne okręty" brzmi cokolwiek kiepsko.


      - Ma'am, Wszystkie okręty są już na swoich pozycjach, w pełnej gotowości bojowej - zgłosił po niedługiej chwili jej pierwszy oficer.

      A nie mógłby tego zrobić kapitan flago... a, przepraszam, już wspominałem o tym.


      - Nawigator. Czy macie już pewność co do tych kilkunastu dziwnych okrętów?

      Nawigatorem to jest pierwszy ofi... a, to też już było.


      - Wszystkie działka przeciw lotnicze i lekkie działka

      Powtórzenie.


      - Niszczyciele puścili na przód dwie fale myśliwców, które zebrały na siebie pierwsze uderzenie.

      Aj, ajaj. Po pierwsze, rozdzielanie słowa "naprzód" dobrych efektów nie daje, a po drugie, myśliwce to mogły co najwyżej przyjąć na siebie pierwsze uderzenie, nie zebrać.


      Co prawda maja nadal przewagę ponad stu jednostek ciężkich, nad przeciwnikiem, jednak niewiele to daje, gdyż muszą bronić bazy.

      No, muszą. Więc w czym problem? Jeżeli Niszczyciele, mając mniej okrętów, byliby na tyle głupi, żeby pod ogniem floty Simple atakować bazę, która to baza sama też jest uzbrojona, to wcale to sytuacji tych dwóch ostatnich nie pogarsza. No i jaką to tragedią byłaby strata owej bazy, gdyby okręty pani admirał wolały po prostu skupić się na rozwalaniu Niszczycieli?


      Niech kucharz poda to co ma najlepszego w spiżarni i podajcie to chłopakom na ich stanowiskach. Żadnego alkoholu.

      A ten pomysł skąd ci strzelił do głowy? Na dziesięć minut przed walką każe wołać kuka/ochmistrza (a nie "kucharza"!), żeby jedzenie podał? I to tym, co już pewnie siedzą w wieżyczkach i łapy mają na kontrolkach? Co ten O'Neli, z choiny się urwał?


      Będzie tam mnóstwo bólu, ale musimy go zwalczyć, a o pełnym żołądku zawsze łatwiej to wykonać.

      Iście filozoficzna uwaga. A oni co, wcześniej zjeść nie mogli?


      - Hej, szefie. Chce się pan pośmiać? - zielony, łuskowaty łeb wychylił się zza drzwi kabiny radiooperatora.

      Czy robienie za radiooperatora to nie jest jednak funkcja dla kogoś niższej szarży, niż porucznik?


      Wystarczy, że ktoś o czymś zapomni i szlag wszystko weźmie.

      Albo trafi. Ze wskazaniem na to drugie. Bo "uderzenie" z "braniem" się nie łączy w naturze.


      - Jeśli się nie uda, polecą nasze głowy - odparł cicho Otto, do swego przyjaciela, dalej nie zmieniając wyrazu twarzy.
      - Jeśli się nie uda, wtedy to nie będzie miało już najmniejszego znaczenia, mój stary przyjacielu - stwierdził Volik z nutą ironii w głosie.

      Ekhm... zapominasz, jak nazywasz własne postacie, że takie kwiatki walisz?


      - Stwierdzili, że to czyste szaleństwo, ale i zarazem nasza jedyna szansa. Tak czy siak mamy rozkaz z samej góry, więc nie będziemy się spierać.

      Tja, z samej góry, czyli z orbity. A wydała ów rozkaz - generałowi i pułkownikowi, zresztą zapewne nie tylko tym dwóm - parka kolesi, jeden kapitan, drugi porucznik. Obaj rezydujący na zapyziałej stoczni. Tjaaaa...
      No, litości, to przecież jakaś parodia. I ty w ogóle nie zwróciłeś przez cały ten czas uwagi na taki ewidentny głodny kawałek?


      - Jak na kolvirczyka jesteś niespotykanie spostrzegawczy.
      - Moja babka byłą ovianką.

      Grubo przeginasz z tym mieszankami ras. Ovianin z Terranem, Kolvirczyk z Ovianinem, a jakby Qiunt był mniej nieudolny, byłby jeszcze Varianin z Kolvirką. Zgroza.
      Pominę fakt, że niekompatybilność genów uniemożliwiałaby rodzenie się dzieci z takich związków, oraz że wzdychanie do członka innej rasy, o innej biologii (a niekiedy diametralnie innej - patrz Varianie) zakrawa na dewiację. Jeżeli na porządku dziennym są takie relacje, to dziwne, że nie mamy już ton rozmaitych krzyżówek, tylko wszędzie czyste rasowo osobniki.


      - Przetransportujemy większość pańskiego sprzętu i ludzi na wzgórze, śmigłowcami, pułkowniku

      To oni jeszcze za te półtora tysiąca lat korzystają ze śmigłowców? Nie odeszły do lamusa, wyparte przez maszynki z napędem VTOL?
      Osoby używające więcej niż trzech wykrzykników lub pytajników naraz, to osoby z zaburzeniami własnej osobowości.
      Terry Pratchett

      Dopóki nie skorzystałem z Internetu, nie wiedziałem, że na świecie jest tylu idiotów.
      Stanisław Lem

      The post was edited 1 time, last by Der_SpeeDer ().

    • Speeder co do niektórych błędów masz rację, choć w ponad połowie nie. Owszem musze w kilku (powtarzam KILKU) wypadkach poprawić rangi czy klasy jednostek, ale reszta to na psa urok. Ciągle chyba zapominasz że to ma być rozrywka a nie książka naukowa. To nie ma być kolejny "Ja, Robot" który w sumie jest podręcznikiem do robotyki, tylko luźna powieść wojenna w realiach S-F. Więc nie wnikam w jakieś techniczne drobiazgi, wierne trzymanie się praw fizyki czy do bólu wierne wzorowanie się na hierarchii U.S.Army. W tej książce ma być (i jest) najważniejsza akcja oraz luźna fabuła. To ma być lektura rozrywkowa, tak jak filmy Emmericha pokroju "Pojutrza" czy "Gwiezdnych wrót" (tak, wiem Emmerich to dla ciebie ciota, z czym się całkiem nie zgadzam). Więc w końcu daj na luz, bo w sumie dzięki temu że poziom "Piekła kosmosu" jest taki a nie inny, to mam dużo czytelników.

      A propo, ktoś kto trąbi o tym aby trzymać się non stop praw fizyki, a kocha całą japońską serie o "Godzilli" w której poza pierwszymi trzema obrazami, reszta to kanonada absurdu i wręcz pogwałcenia publiczne praw fizyki, to coś tu nie gra. :P


      EDIT

      Po rozmowie z wydawcą ustaliliśmy że jeśli zbierze się dość chętnych ludzi do kupna książki to będzie jej przedpremiera. koszt książki w przed premierze będzie wynosił około 30 zł (+/- 2 zł). Koszt książki po premierze wyniesie około 35-39 zł (ilość stron w granicach 450, okładka miękka).
      Osoby które są tak na 100% zainteresowane kupnem "Piekła kosmosu" w przed premierze proszę mi na PW wysłać takie info z dołączonym w nim imieniem i nazwiskiem oraz mailem kontaktowym. Gdy książka będzie gotowa to na owego maila wyślę info co do zakupu, potem zaś wszystko powysyłam. Każda książka kupiona w przed premierze będzie posiadać oryginalny autograf autora w środku. Jak ktoś zechce to może być nawet z dedykacją :)
      Zgłoszenia na przed premierę zbieram do końca stycznia 2010 roku, gdyż w lutym startujemy z drukiem. Dokładną datę premiery podam zapewne z końcem stycznia, jednak już teraz liczę iż będzie to koniec lutego, lub coś w okolicach.
      Uniwersum Andromeda -> Vermin
      Znany też jako Pająk Vermin Drake
      vermin.bloog.pl/ - tu są moje recenzje filmów/gier/książek i nie tylko :) Zapraszam do czytania i komentowania.

      The post was edited 1 time, last by Sitro ().

    • Der_SpeeDer wrote:

      Grubo przeginasz z tym mieszankami ras. Ovianin z Terranem, Kolvirczyk z Ovianinem, a jakby Qiunt był mniej nieudolny, byłby jeszcze Varianin z Kolvirką. Zgroza.
      Pominę fakt, że niekompatybilność genów uniemożliwiałaby rodzenie się dzieci z takich związków, oraz że wzdychanie do członka innej rasy, o innej biologii (a niekiedy diametralnie innej - patrz Varianie) zakrawa na dewiację. Jeżeli na porządku dziennym są takie relacje, to dziwne, że nie mamy już ton rozmaitych krzyżówek, tylko wszędzie czyste rasowo osobniki.
      Ech, widać, że nie miałeś zbyt dużo kontaktów z fantasy.
      Zabawię się w adwokata diabła i powiem, że Kolvirczycy, Ovianie i Terranie (krzyżówek Varian z innymi rasami nie widzieliśmy, więc może nie są możliwe?) są na tyle podobni fizycznie, że można by przymknąć jedno oko i pozwolić im na krzyżówki. Oczywiście, jak te rasy wyewoluowały w tak podobny sposób na różnych planetach, to inna sprawa - ale gdybyśmy mieli naprawdę rozważać fikcyjne rasy pod kątem ewolucji, to chyba nic w historii fantasy i s-f by się nie wybroniło.
      Dewiację już przerabialiśmy (rudna druga? :>), po pierwsze to mimo wszystko nie argument, żeby takich związków nie było, po drugie - naprawdę myślisz, że coś takiego by się nie działo, gdybyśmy napotkali inteligentnych, z podobną mentalnością, i humanoidalnych w kształcie (jaszczury też się liczą) obcych? Za mało netu widziałeś :P.
      A co do tego, czemu w takim razie nie ma za dużo krzyżówek w tym wszechświecie - pamiętaj, że dewianci zawsze są mniejszością :>.

      Sitro wrote:

      Więc w końcu daj na luz, bo w sumie dzięki temu że poziom "Piekła kosmosu" jest taki a nie inny, to mam dużo czytelników.
      Przepraszam, po czym wnosisz? Skąd wiesz, ile w ogóle masz czytelników.? To raz.
      Dwa, nikt nie twierdzi, że powinien to być podręcznik do fizyki, roztrząsający naturę tachionów czy czarnych dziur. Chodzi o to, żeby nie było tam tak wręcz obraźliwych dla inteligenci czytających rzeczy jak fala magnetyczno-soniczna, czy toporki strażackie przebijające pancerze Niszczycieli. Rzeczy, które mógłbyś łatwo wyeliminować, zastąpić, czy może wreszcie nie wyjaśniać sposobu ich działania, skoro z fizyką ci tak nie po drodze. Natomiast twoim głównym argumentem jest "nie chce mi się" - noż to przecież jest twoja książka, komu ma zależeć, była jak najlepsza? A ty generalnie wręcz agresywnie dążysz do tego, żeby była przeciętna.
      Filmów Emmericha nie oglądałem odkąd byłem dzieckiem, więc nie pamiętam ich za dobrze, ale generalnie w recenzjach są podsumowywane jako efekciarski stek bzdur. A ty przypominam, piszesz książkę - jak zamierzasz osiągnąć owe, bądź co bądź przyciągające ludzi do kin, efekciarstwo? Za pomocą wydumanych metafor?
      Nie chcę tutaj prawić kazań, ale... po prostu cię nie rozumiem. Zakładasz, że to będzie literatura rozrywkowa, przez co wręcz zaniżasz poziom powieści, jednocześnie nie spodziewasz się zarobić na niej zbyt dużo (w przeciwieństwie do Emmericha i jego filmów) - no to jaka jest twoja motywacja do napisania tego?

      A propo, ktoś kto trąbi o tym aby trzymać się non stop praw fizyki, a kocha całą japońską serie o "Godzilli" w której poza pierwszymi trzema obrazami, reszta to kanonada absurdu i wręcz pogwałcenia publiczne praw fizyki, to coś tu nie gra. :P
      No ale głównych bohaterem jest wielka jaszczurka, nie? Speeder to Speeder ;).

      I nadal ignorujesz moją prośbę o dłuuugie wytłumaczenie.
    • Kefka nie ignoruję twej prośby o długie wytłumaczeni dotyczące morału, bo jak ktoś się uprze i nie będzie chciał go zobaczyć/zrozumieć to i tak postawi na swoim. A nie chcę zdradzać go na forum :)
      Morał w Star Wars był prosty - Im bardziej czegoś pragniesz tym bardziej się pogrążasz. Pokazała to wybitnie postać Anakina.


      Co do samej książki. Mój cel przy niej, to nie zarobek (jest to wręcz nie możliwe przy debiucie, chyba ze ma się giga fart), ale zaistnienie na rynku. To jest mój cel. Ma to być rozrywka i osobiście nie twierdzę że obrażam czytelnika, poziomem "Piekła kosmosu". To że nie pisze co chwila kto co powiedział, ma raczej na celu zmusić czytelnika do śledzenia dialogu. W końcu to książka a nie scenariusz. Jeśli idzie o prawa fizyki czy kilka detali (toporek strażacki, choćby) to jak pisałem poprawiam je, choć nie wszystkie. Krzyżówki ras na pewno zostaną. A poza tym przeciętność też się podoba, bo gdyby na rynku były same arcydzieł, to nic by nie było do czytania. A jeśli idzie o ilość czytelników to mam ich też poza tym forum (ludki z pracy, uczelni, znajomi). W sumie się tego trochę już uzbierało. Co ciekawsze większosci osobom podoba się właśnie ta przeciętność, bo niby to samo, a jednak nieco inaczej. Do tego szybka akcja, brak jakiś melodramatów czy przemów albo filozofowania. Zresztą ma być to military S-F, więc wychodzę z załozenia, że ma być istna rozpierducha :D


      A co do absurdu w Godzilli, to Spedera nie usprawiedliwia jaszczurka :P Skoro tak kocha fizykę to mimo zafascynowania jaszczurkami, powinien ganić tą serię za absurd. Ale tam jaszczurka jest nieśmiertelna (bo z gumy XD) więc pewnie dlatego jest wniebowzięty :D

      Aha i skoro Speder i wielu fanów Godzilli twierdzi że ta przydługa seria o jaszczurze ma w każdym odcinku morał i przesłanie, to "Piekło kosmosu" ma go tym bardziej :P
      Uniwersum Andromeda -> Vermin
      Znany też jako Pająk Vermin Drake
      vermin.bloog.pl/ - tu są moje recenzje filmów/gier/książek i nie tylko :) Zapraszam do czytania i komentowania.
    • dlatego że chcę sprzedać książkę czy dla tego że piszę luźne opowiadania bez filozoficzny pierdołek ?

      mam nieodparte wrażenie, ze ludzie boja się przeciętności. Każdy chce być ponad nią, każdy chce czytać/oglądać dzieła nie-przeciętne. A to właśnie przeciętność jest najdoskonalsza, bo nie wrzeszczy, jest prosta i przystępna dla każdego. Zresztą to ona wyznacza czy cos jest rzeczywiście arcydziełem i wybija się ponad to, czy tylko zwykłym krzykliwym bełkotem.

      Ja się przeciętności nie boję i ja lubię. "Piekło kosmosu" jest, co Kefka zauważył, zwykłą rozrywką, bez wyniosłości. I taką pozycją ma być. Ma być lekką lekturą na pochmurny dzień czy gdy jedzie się pociągiem. Jest opowieścią o stereotypach, choć czasem je łamię, to i tak dalej dużo w nim przewidywalności. I tego się nie wstydzę. Ma to być rozrywka, nie dzieło filozoficzny czy ponad czasowa legenda na pokrój "Narni". A czemu ma tak być? Bo na rynku brak dobrej przeciętności. Zamiast tego są tony "dzieł" które próbują być wielkie, ale im to nie wychodzi. "Piekło kosmosu" takie nie jest i dlatego zauważyłem że się podoba.
      Uniwersum Andromeda -> Vermin
      Znany też jako Pająk Vermin Drake
      vermin.bloog.pl/ - tu są moje recenzje filmów/gier/książek i nie tylko :) Zapraszam do czytania i komentowania.

      The post was edited 1 time, last by Sitro ().

    • Sitro wrote:

      mam nieodparte wrażenie, ze ludzie boja się przeciętności.
      Ależ oczywiście. Jeśli coś jest naprawdę złe, to ludzie będą wspominać, jakie to było beznadziejne, gdy jest dobre, to odwrotnie. A o przeciętnych się zapomina.

      A to właśnie przeciętność jest najdoskonalsza, bo nie wrzeszczy, jest prosta i przystępna dla każdego.
      Mamy chyba inne definicje przeciętności. Czy raczej doskonałości. Ty najwyraźniej sądzisz, że coś ponadprzeciętnego = arcydzieło literatury poważnej i trudnej. Nigdy nie chodziło mi o to, że "Piekło" ma być czymś więcej niż literaturą rozrywkową i zawierać jakieś "filozoficzne pierdołki". Mi raczej chodziło o przeciętność i nieprzeciętność właśnie w obrębie literatury rozrywkowej - na niczym innym się nie znam :>. Może być prosto i przystępnie, ale powinno być też wciągająco, zaskakująco i w jakiś sposób wyjątkowo. Inaczej historia utonie w morzu podobnych i wszyscy o niej zapomną, nawet jeśli czytało się w miarę przyjemnie. A przecież tego nie chcemy.
      A ty wręcz mówisz, że pewnie mógłbyś zrobić to lepiej, ale po co, jest przeciętnie i tak ma być.
      Plus jest taki, że czytając twoje wypowiedzi zrozumiałem wreszcie, o co chodziło we fremańskim powiedzeniu o nożu :D.
      BTW, jeśli tak nie lubisz filozoficznych pierdół, skąd u ciebie tyle pseudopoetyckich metafor i "czystego waloru artystycznego" :>?

      Zresztą ma być to military S-F, więc wychodzę z załozenia, że ma być istna rozpierducha :D
      A tu mam wątpliwości - książka nie jest najlepszym medium do ukazania dynamicznej akcji.

      Kefka nie ignoruję twej prośby o długie wytłumaczeni dotyczące morału
      Wcale nie chodziło mi o morał. O to:

      Sitro z dnia 13.05.2009 wrote:

      Kefka, akurat sensownie się czepiasz, ale to są drobinki w sumie (w większości). Jestem teraz na wsi, wracam we wtorek więc wtedy coś dodam i odpiszę sensownie, bo tu net słabo działa.

      Kefcia, dostaniesz dłuuuuuugie wyjaśnienie :P

      Czekam.
    • A o jaką konkretną rzecz ty tam się czepiałeś ??


      A co do przeciętności, że można o niej pamiętać prosty przykład - Ken Follet "Lód". Książka zwykłą, nie wybijająca się, nie jest jakoś super znana (choć mam egzemplarz z pierwszego wydania), jedna z pierwszych powieści tego autora, napisana do gazety. Efekt? Jest tak genialna w swej wartkości fabuły, że każdy kto ja czytał zna na blachę. Nie ma tam nic ponad przeciętność, nic. A zapamiętuje się ja do końca życia.

      Mógłbym się starać robić "Piekło kosmosu" ponad przeciętność, ale sądzę, a wręcz jestem tego pewien, ze bym tylko spieprzył cała ksiażkę, jeśli nie serię. Tak naprawde jedynymi osobami, z tych które czytały tylko Speder i ty Kefcia (no i może Ladia) wymagacie ode mnie abym ja zrobił ponad przeciętność. Każda inna osoba która to czytała (tutaj czy na blogu), mówi mi aby zostawił tak jak jest. Jest dużo akcji, czarny humor, wielkie bitwy, brak filozofowania nad sensem życia czy nadmiaru patosu. Jest to lekkie, czyli takie jakie chciałem aby było.Więc po co mam zmieniać coś co się większości podoba? Mam to zepsuć? Bezsens.

      Musze poprawić kilka naprawdę głupich wtop, ale jest ich kilka. Nie będę tam nic więcej dodawać, bo tylko to zniszczę. Jak Hemingway pisał "Starego człowieka i morze" to na początku powstała mu powieść. Po czym stwierdził, że mu się nie podoba, że za dużo tam wszystkiego i ciągle to skracał, aż w końcu została mała książeczka. Jaki efekt? wyszło arcydzieło. Ja takich aspiracji przy tej serii nie mam. Chcę tylko zaistnieć na rynku, to już i tak dużo. Mam co prawda rozplanowanych kilka naprawdę poważnych i trudnych do napisania pozycji, ale to sobie zostawiam na potem. Tutaj bawię się tylko słowem.

      A, Kefcia i nie myl filozofowania z metaforami nawet pseudopoetyckimi, bo to się ma jak piernik do wiatraka.
      Uniwersum Andromeda -> Vermin
      Znany też jako Pająk Vermin Drake
      vermin.bloog.pl/ - tu są moje recenzje filmów/gier/książek i nie tylko :) Zapraszam do czytania i komentowania.